ZBUNTOWANE DZIECI – 10 WSKAZÓWEK POSTĘPOWANIA

Codzienne poranne wojny światów z własnym dzieckiem o wstanie z łóżka, wyjście z domu, zjedzenie obiadu, powrót z placu zabaw czy posprzątanie zabawek przed pójściem spać dobrze zna większość z nas. Emocje, jakie się w nas gotują nierzadko sięgają zenitu i w chwilach bezradności krzyczymy na dziecko, szantażujemy je, a niektórzy z nas nawet nie potrafią powstrzymać się od dania maluchowi klapsa. Mimo to, zachowanie dzieci nie ulega poprawie, a my nie mamy pojęcia co można by zrobić inaczej, aby temu zaradzić. Oto 10 wskazówek, dotyczących radzenia sobie z dziecięcym buntem.

 

 

Wiemy, że dzieci, przejawiając zachowania opozycyjne w stosunku do naszych poleceń i oczekiwań, wcale nie są złośliwe ani manipulujące otoczeniem. Zabiegają jedynie o swoją niezależność i autonomię, co jest normalnym etapem w rozwoju każdego z nas. Nie należy zatem winić za taki stan rzeczy ani swoich dzieci ani samych siebie (więcej na ten temat w poprzednim artykule z cyklu – „Bunt dziecięcy – norma rozwojowa czy błąd wychowawczy?”).

Wiadomo jednak, że nie możemy milcząco przyzwalać na wszystko czego tylko nasze dzieci zapragną, choćby ze względu na ich bezpieczeństwo. Co zatem robić i jakich zasad się trzymać, mając w domu pociechę, która z uporem walczy o swoją autonomię? Jak rozwiązywać trudne sytuacje bez szkody dla psychiki dziecka oraz swojej własnej? Oto 10 wskazówek.

 

 

 

 

 

 

1. Zadbajmy o podstawowe potrzeby dziecka

 

 

 

Patrząc na dziecko, które płacze, krzyczy i jawnie odmawia stosowania się do jakichkolwiek poleceń czy próśb, bardzo łatwo jest przypisać mu bunt. Czy jednak zawsze bierzemy pod uwagę co może kryć się za takim trudnym zachowaniem naszej pociechy? Dobrze byłoby zmienić sposób analizy całej sytuacji i zacząć od przeglądu najbardziej podstawowych spraw, takich jak zaspokojenie potrzeb fizjologicznych malucha.

 

Nawet my, dorośli, mamy spore problemy, aby skoncentrować swoją uwagę na zadaniu lub pracy, gdy czujemy przykre ssanie w żołądku lub gdy nasze oczy same zamykają się z przemęczenia. „Zaniedbany” chwilowo organizm domaga się zaspokojenia natychmiast i nie liczy się z naszymi „deadline’ami” w pracy ani ze zobowiązaniami, których podjęliśmy się wobec najbliższych. Nie można przecież normalnie funkcjonować bez odpowiedniej ilości snu, nawet jeśli wiemy, że niebawem „odeśpimy” – nasze ciało będzie i tak na bieżąco walczyć o odrobinę regeneracji, a nasza wydajność zdecydowanie spadnie. Potrafimy usprawiedliwić swoje uchybienia w takiej sytuacji („zrobiłam sporo literówek, ale to dlatego, że nie śpię już od 20 godzin”), jednak ciężko nam czasem zauważyć tak podstawowe przyczyny rozdrażnienia naszych dzieci.

 

 

Postarajmy się zatem przez cały czas mieć z tyłu głowy potrzeby naszych pociech, aby móc na bieżąco weryfikować stopień ich zaspokojenia, który bezpośrednio przekłada się przecież na ich możliwości adaptacyjne do wymagań otoczenia (m.in. naszych) oraz zachowanie. Najważniejsze z nich to adekwatna ilość snu, odpowiednia dieta (szkodliwa działa wręcz odwrotnie), możliwość spędzania aktywnie czasu – w ruchu, a u młodszych dzieci także kontrola wizyt w toalecie lub zmian pieluszki. Ponadto nie możemy zapomnieć o względnej wygodzie, np. po kilkugodzinnej jeździe w foteliku samochodowym dziecku może być już po prostu bardzo niewygodnie i potrzebuje ono czasu na zmianę pozycji i odrobinę ruchu. Nie bez znaczenia jest również potrzeba bliskości – czasem wystarczy obdarzyć chimerycznego malucha lawiną buziaków i mocnym utuleniem, aby stał się on nieco mniej stanowczy w swoim „buncie”.

 

 

 

 

 

 

2. Dostosujmy nasze oczekiwania do możliwości naszych pociech

 

 

 

 

Biorąc pod uwagę wiek i poziom rozwoju dziecka, a także jego cechy indywidualne, takie jak temperament, zainteresowania, stopień otwartości na nowości, wrażliwość i emocjonalność, powinniśmy dostosowywać do niego ilość i rodzaj naszych oczekiwań.

 

Nie możemy wymagać od dwulatka, że powstrzyma się przed zjedzeniem ciasteczek dla gości, gdyż nie ma on jeszcze wykształconej umiejętności hamowania swoich impulsów. Bezpieczniej dla nas samych i dla niego będzie po prostu, jeśli usuniemy smakołyki z zasięgu jego wzroku.

 

Znając z kolei temperament i silną potrzebę bycia w ruchu u naszego ośmiolatka, lepiej zrobimy zapisując go na zajęcia sportowe niż do klubu książki.

 

Chodzi zatem o to, aby planując dziecięcą aktywność, brać pod uwagę możliwości i potrzeby dzieci, a nie jedynie swoje własne oczekiwania i ambicje względem nich. To zdecydowanie ułatwi nam komunikację z nimi i to nie tylko w momentach ich sprzeciwu.

 

 

 

 

 

 

3. Porzućmy krzywdzące strategie rozwiązywania konfliktów

 

 

 

 

Wyobraźmy sobie, że spóźniamy się do pracy z powodu kilkukilometrowego, nieprzewidywanego przez nas korka, w którym utknęliśmy na kilkanaście minut. Nasz szef wita nas z niezadowoloną miną i splecionymi na klatce piersiowej rękami, a kiedy tylko otwieramy usta, chcąc wytłumaczyć mu przyczynę naszego spóźnienia, wybucha:

 

Jak się Pani zachowała? Bardzo niegrzecznie jest się spóźniać, tyle razy powtarzałem, a tu nic nie dociera! Oto największy spóźnialska na świecie! Jest Pani z siebie dumna? Mogłaby Pani zachowywać się tak wzorowo jak koleżanka z biurka obok, ale nie – Pani woli zdecydowanie przychodzić do pracy wtedy kiedy się Pani podoba. W takim razie w konsekwencji swoich czynów, proszę szybciutko zabrać swoje rzeczy i udać się do sali konferencyjnej na tyle minut ile ma Pani lat w celu przemyślenia sobie swojego zachowania. Jeśli Pani tego nie zrobi, odbiorę Pani premię i ulubiony kubek.

 

 

 

Wydaje nam się to absurdalne i śmieszne (zwłaszcza izolacja w salce konferencyjnej i odbiór ukochanego kubka), albowiem inne relacje łączą pracownika z pracodawcą aniżeli dziecko z rodzicem. Kluczową sprawą jest tu jednak sposób reagowania osoby, która posiada swego rodzaju „władzę” nas drugą stroną konfliktu. Czy wyżej przytoczony sposób wypowiedzi skłoniłby nas do refleksji? Sprawiłby, że zrozumiemy swój błąd? Podejrzewam, że najchętniej rzucilibyśmy wówczas tę robotę, a jeśli nie moglibyśmy tego uczynić z powodów finansowych, nasz czas spędzony w sali konferencyjnej byłby najprawdopodobniej spędzony na okraszaniu osoby szefa wymyślnymi i niekoniecznie cenzuralnymi epitetami.

 

Podobnie jest w przypadku dziecka, które słyszy od nas tylko rozkazy, oskarżenia i kazania. Jeżeli na dodatek przechodzi ono aktualnie okres wzmożonej walki o swoją autonomię, nasze słowa tylko utwierdzą je w jego stanowisku.

 

W większości rodzicielskich wypowiedzi podczas sytuacji konfliktowych królują rozkazy, oskarżenia, etykietowanie, ostrzeżenia, groźby, sarkazm, porównania, kazania i pytania retoryczne. Oto kilka przykładów:

 

 

OSKARŻENIE

 

„Przez Twoje lenistwo tata spóźni się do pracy”

 

„Gdybyś nie krzyczał tak głośno to nie bolałaby mnie teraz głowa”

 

Jak widać tego rodzaju słowa przypisują dziecku winę i odpowiedzialność za jakiś stan rzeczy i wzbudzają w nim wyrzuty sumienia. Chyba łatwo się zgodzić, że nie o to nam chodzi w zdrowej i pozytywnej relacji z dziećmi.

 

 

 

ETYKIETOWANIE

 

„Jesteś leniem!”

 

„Niczego nie potrafisz porządnie zrobić!”

 

„Jesteś niegrzeczny!”

 

 

Poprzez nadawane przez nas „etykiety” dziecko uczy się tego, co inni myślą na jego temat i wbudowuje te słowa w tworzący się wewnętrzny obraz własnej tożsamości. Jak wielu z nas wciąż posiada podobne etykiety „wklejone” w psychikę w przeszłości? To przez nie szybko rezygnujemy z dążenia do celu („jestem leniwy, więc mi się nie chce”, „nie ma sensu próbować, bo nic mi nie wychodzi”), mamy problemy w relacjach z innymi ludźmi („nikt mnie nie lubi”, „jestem zły”. „nie zasługuję na miłość”), a nawet z poczuciem własnej wartości („jestem beznadziejny”, „nikomu nie jestem potrzebny”). Dlatego należy bardzo uważać na to, jakie naklejki przyczepiamy swoim dzieciom. Czasem warto ugryźć się porządnie w język niż przekazywać dziecku w złości coś, czego wcale nie chcielibyśmy mu dać. Słowa – nawet te nieprawdziwe, ale wielokrotnie powtarzane (zwłaszcza przez najbliższe osoby) stają się dla dziecka prawdą.

 

 

 

OSTRZEŻENIA

 

 

„Nie wchodź na zjeżdżalnię, bo spadniesz!”

„Nie biegaj tak szybko, bo się przewrócisz!”

 

Te przestrogi, mimo iż wypowiadane najczęściej z jak najlepszą intencją i troską o dziecko, niosą ze sobą komponent lękowy (coś złego może mnie spotkać) i utwierdzają adresata w poczuciu niskiej skuteczności (nie warto próbować, bo i tak mi się to nie uda). Dobrze byłoby oszczędzić dzieciom tego rodzaju przekazów z ust ukochanych rodziców.

 

 

 

GROŹBY

 

„Jak jeszcze raz rzucisz piaskiem, to natychmiast wracamy do domu”

 

„Jeśli nie założysz czapki w ciągu pięciu sekund, wychodzę bez ciebie”

 

„Nie chcesz jeść obiadu? Zapomnij o deserze!”

 

 

Groźby, jak sami wiemy, działają na wszystkich jak przysłowiowa płachta na byka. Tylko spróbujmy sobie wyobrazić, że nasz mąż mówi do nas „Jeśli jeszcze raz zapomnisz uprasować mi koszulę, nie dostaniesz ode mnie nic na urodziny!”. Panowie mogą natomiast przyjrzeć się swoim uczuciom, które pojawiłyby się w reakcji na słowa żony: „Jeżeli do jutra nie naprawisz szafki w kuchni, nie pójdziesz na imprezę pracowniczą!”. Poczuliśmy się zachęceni do pomocy mężowi/żonie? No właśnie. Jak więc dzieci mogą entuzjastycznie reagować na nasze groźby?

 

 

 

SARKAZM

 

„Znowu zapomniałeś kredek z przedszkola? Bardzo mądrze.”

 

„Jak miło, że znowu mnie kłamiesz odnośnie czasu przed telewizorem…!”

 

 

Sarkazm jest ciosem prosto w serce – nie dość, że wzbudza poczucie winy, to jeszcze wstawia dziecko w rolę głupca i upokarza go. Zamiast współpracy mamy więc nasilenie „buntu” – maluch odpowie atakiem na atak i nie ma co się mu w takiej sytuacji dziwić.

 

 

 

PORÓWNANIA

 

„Czy nie możesz być tak grzeczna jak twoja siostra?”

 

„Tylko z tobą są w szatni batalie o ubieranie butów! Inne dzieci nie robią problemów!”

 

 

Porównanie jest kolejną z metod obniżania poczucia własnej wartości u dzieci. Zawsze znajdzie się ktoś, kto jest w jakiejś sferze lepszy, bardziej posłuszny, bardziej cichy i spolegliwy. Czy to znaczy, że musimy nakładać na nasze dziecko presję dążenia do doskonałości? Nie dość, że nie musimy, to tak naprawdę nie powinniśmy. Uczymy w ten sposób dziecko budować obraz samego siebie w oparciu o ocenę porównawczą z tymi, którzy „robią to lepiej, szybciej i dokładniej” – sami widzimy, że w takim zestawieniu nie ma ono szans poczuć się dobrze samo ze sobą.

 

 

 

KAZANIA

 

„Nieładnie tak krzyczeć na mamusię. Chcę ci tylko założyć czapkę i dobrze o tym wiesz. Jak jej nie założysz to zmarzniesz, przecież jest zima. Jak ja byłem w twoim wieku, to zawsze chodziłem w czapce, nawet jesienią. Powinieneś uczyć się ode mnie. Jesteś bardzo niegrzeczny i przez ciebie znowu jesteśmy spóźnieni! Zakładaj ją natychmiast!”

 

W praktyce wygląda to tak, że im dłużej się w taki sposób produkujemy, tym mniej z naszej wypowiedzi przetwarza nasz maluch. Nie ma się zresztą co dziwić dzieciom, skoro większość dorosłych w trakcie słuchania swoistego „kazania” także „wyłącza swój mózg” lub skupia się bardziej na sposobach odparcia „ataku” aniżeli na jego treści.

 

 

 

 

 

 

PYTANIA RETORYCZNE

 

„Dlaczego drzesz tę gazetę?”

 

„Masz zamiar teraz tak stać i beczeć?”

 

 

Pytania retoryczne nie dość, że nie wnoszą nic wartościowego do komunikacji z dziećmi, to jeszcze dodatkowo nakręcają spiralę nerwowości i agresywnych wypowiedzi. Oczywiste jest przecież, że dziecko może nawet nie wiedzieć dokładnie dlaczego w danej sytuacji tak się zachowuje, a już na pewno jego własna interpretacja nie jest konieczna do zażegnania konfliktu. Zatem zamiast strzelać do dziecka pytaniami retorycznymi, skupmy się na rzeczywistym rozwiązaniu trudnej dla obu stron sytuacji.

 

 

 

Jak widać każdym z powyższych komunikatów możemy przede wszystkim zaognić konflikt i pogorszyć już i tak napiętą atmosferę. Niektóre z nich dodatkowo negatywnie wpływają na proces tworzenia się własnej tożsamości u dziecka. Skoro już wiemy czego nie robić, należałoby odpowiedzieć na pytanie co zatem zastosować w zamian? Wyżej wymienione komunikaty, przekazywane przecież z pokolenia na pokolenie, są bowiem tak trwale wpisane w pojęcie rodzicielstwa, że nic dziwnego, iż ciężko nam sobie nawet wyobrazić jak można funkcjonować nie sięgając po te znane od stuleci strategie rozwiązania konfliktów.

 

 

 

 

 

 

4. Daj dziecku wybór i odpowiedzialność… (tam, gdzie jest to możliwe)

 

 

 

Rzecz jasna nie chodzi o to, aby od teraz to dzieci decydowały, że nie chodzimy już do przedszkola i pracy, spędzamy całe dnie w piżamie, a na obiady jemy żelki i ciasteczka. Jednak możemy w niektórych sytuacjach przerzucić na nich część odpowiedzialności, dzięki której poczują się ważne i doświadczą tak bardzo im potrzebnego poczucia kontroli nad sytuacją.

 

 

 

WYBÓR POZORNY

 

Wybór pozorny polega na tym, że pozwalamy maluchowi samodzielnie dokonać wyboru pomiędzy dwiema w zupełności przez nas akceptowalnymi możliwościami, np.:

 

„Chcesz dzisiaj założyć koszulkę z Lego czy z Batmanem?”

 

„Co wolisz zjeść dziś na obiad – płatki z mlekiem czy kanapkę z wędliną?”

 

„Jaki płyn do kąpieli dziś wlewamy – o zapachu czekolady czy coli?”

 

„Kto dziś odprowadza cię do przedszkola – misio czy lalka?”

 

 

Dając alternatywę naszemu dziecku, sprawiamy, że czuje się ono ważne i wie, że jego zdanie się liczy. Możemy być pewni, że maluch chętniej wykona zadania, na które ono samo ma wpływ.

 

Oczywiście dziecko zawsze może jednak, mimo naszych wybiegów, zaskoczyć nas siarczystym „NIE” i trzeba będzie wówczas zastosować inne skuteczne metody radzenia sobie w tej sytuacji „buntu”. Jednak prawda jest taka, że ten sposób naszego podejścia do sprawy często wystarcza maluchom.

 

 

 

ODPOWIEDZIALNY STRAŻNIK

 

 

W tej opcji oficjalnie mianujemy dziecko osobą odpowiedzialną za jakiś niewielki wycinek rzeczywistości. Ranga zadania jednak ogromnie wzrasta, jeśli jest przez nas odpowiednio zakomunikowana. Powinniśmy zatem nadać dziecku odpowiedzialność z pełną powagą i zaangażowaniem, a możemy liczyć na duże szanse na sukces.

 

„Jak długa wskazówka będzie na ósemce, musimy wyjść z domu.”

 

„Potrzebuję strażnika do napełnienia wanny wodą.”

 

 

Maluch pilnujący czasu, którego muszą przestrzegać wszyscy szykujący się do wyjścia domownicy lub czuwający nad poziomem wody w wannie będzie czuł się niemal jak superbohater. Dzięki temu rośnie prawdopodobieństwo, że zastosuje się on do dalszych procedur, które wynikają z pełnionej przez niego roli (tzn. wyjdzie z domu czy też wykąpie się).

 

W przypadku, gdy nasza pociecha ma problemy z jedzeniem, wypróbujmy metodę „pustego talerza”:

 

„Oto twój talerz. Nałóż sobie sam obiadku”

 

 

Dzięki tej strategii, nasz smyk ma poczucie, że samodzielnie decyduje o tym co zje, mimo że obiad jest ugotowany przez nas. Jednak cała otoczka w postaci nakładania poszczególnych składników obiadu, układania ich na talerzu i podawania sobie samemu do stołu, sprawia że dziecko czuje swą siłę sprawczą. Wiele wybrednych dzieci, spojrzy łaskawszym okiem na przygotowywane przez nas posiłki, jeśli pozwolimy im na namiastkę autonomii w trakcie ich spożywania.

 

Oczywiście nie możemy zapomnieć o tym, aby ukradkiem nadzorować, powierzone dziecku zadania, jeśli chcemy mieć całkowitą pewność, że nie spóźnimy się ani nie zalejemy sąsiadów.

 

 

 

 

 

 

 

5. Zamiast ostrzegać dziecko, powiedz mu o możliwych konsekwencjach, wskaż jednym słowem problem lub po prostu opisz sytuację (co widzisz, co czujesz)

 

 

 

 

W zamian za ostrzeżenia w stylu „Nie rób tego, bo stanie ci się krzywda”, postarajmy się stosować mniej dramatyczny sposób komunikowania dziecku o potencjalnych zagrożeniach. Dzięki temu unikniemy zasiewania w nim lęków przed podejmowaniem nowych aktywności, równocześnie zmniejszając jego opór przed naszą interwencją.

 

„Nie wchodź na zjeżdżalnię, bo spadniesz!” → „Drabinki przy zjeżdżalni są dziś mokre i łatwo z nich spaść”

 

 

„Nie bujaj się na krześle, bo się wywrócisz” → „Widzę jak mały chłopiec buja się na krześle i martwię się, że zaraz upadnie na podłogę”

 

 

 

 

 

Podobnie jest w przypadku gróźb – można je wyeliminować, zastępując je informowaniem dziecka o aktualnej sytuacji za pomocą jednego słowa lub swoich spostrzeżeń:

 

„Jak jeszcze raz rzucisz piaskiem to natychmiast wracamy do domu” → „Martwię się, że piasek wpadnie do oka innemu dziecku”

 

„Jeśli nie założysz czapki w ciągu pięciu sekund, wychodzę bez ciebie” → „Czapka!” lub „Widzę na horyzoncie dziewczynkę, która zapomniała o czapce i będzie jej zimno w główkę”

 

 

Gołym okiem widać różnicę w ładunku emocjonalnym, jaki niosą ze sobą te komunikaty. Pamiętając, że atak prowokuje do obrony, postarajmy się wyeliminować wrogie treści ze swoich strategii porozumiewania się z maluchami i zastąpić je bardziej przyjaznymi, a co za tym idzie skutecznymi sposobami informowania ich o aktualnej sytuacji.

 

 

 

 

 

 

 

6. Zamień problem w zabawę lub zażartuj wraz z dzieckiem

 

 

 

 

Dla niektórych rodziców ta rada może brzmieć nieciekawie – w trudnych sytuacjach nie mają przecież ochoty żartować, a dziecko powinno wiedzieć co trzeba zrobić, a czego nie wolno bez naszych wygłupów. Jednak o ile przyjemniej jest wykonywać przykre obowiązki z uśmiechem na ustach? Kto z nas nigdy nie włączał sobie ulubionej muzyki w trakcie wykonywania codziennych czynności, generalnych porządków lub naprawiania auta? Dlaczego kupujemy sobie czasami śmieszne gadżety do pracy, jak np. podkładka pod myszkę komputerową z ciekawą ilustracją lub notes z naszym ulubionym krajobrazem? I po co nam kolorowe, „ulubione” kubki? Nawet my dorośli potrzebujemy momentami namiastki zabawy w naszych codziennych obowiązkach, dlaczego więc nie dać jej więcej naszym pociechom?

 

 

„Nie chcesz jeść obiadu? Zapomnij o deserze!” → „Mięsko tak ładnie prosi: chcę wskoczyć Kasi do brzuszka! Godzinę się szykowałem i chcę na spotkanie z brzuszkiem Kasi! Prosszęęę!”

 

 

„Zakładaj skarpety, ale już!” → „Panie skarpety chcą pogryźć Krzysia! Trzeba szybko wcisnąć je na stopy, żeby się uspokoiły! Ale czy damy sobie radę, Krzysiu??”

– „Am, am, am, am!!!Jesteśmy głoooodne!!”

– „Uciekajcie na stópki, głodomory! A sio, a sio!!!”

 

 

„Jeśli nie wejdziesz do wanny w tej chwili to nie będzie dzisiaj bajki na dobranoc!” → „Dzisiaj w tym oceanie jest pełno skarbów – na dnie mamy sztabki złota i tropikalne zwierzęta morskie. Czy jest na pokładzie jakiś pirat, który chciałby je wyłowić?”

 

Za sztabki złota mogą posłużyć nam klocki, a tropikalnymi zwierzętami mogą zostać gumowe kaczki i rybki kąpielowe oraz każdy inny rodzaj zabawek, którym kąpiel nie zaszkodzi.

 

 

 

„Ile razy mam ci powtarzać, że jeśli szybko się nie ubierzesz, spóźnimy się do pracy??!!” → Co powiesz na wyścigi? Pierwszy etap – kto szybciej się ubierze, a drugi – kto szybciej wsiądzie do auta, ale UWAGA: wraz z zapięciem pasów!!!?”

 

 

 

Jeśli chodzi o pomysły na zmianę obowiązków w zabawę, to jedynym ograniczeniem jest nasza własna kreatywność. Chociaż nawet i w przypadku, gdy wyobraźnia nie jest naszą mocną stroną, sklepy dla dzieci spieszą nam z pomocą – można w nich bowiem nabyć kolorowe zestawy talerzyków i sztućców z ulubionymi bohaterami niejadków, płyny do kąpieli barwiące wodę czy niezliczoną ilość kąpielowych zabawek.

 

W przypadku problemów z ubieraniem się, być może nasza pociecha będzie robiła to chętniej, gdy pozwolimy jej czasem wybrać koszulkę lub nakleić na nią wizerunek ulubionego bohatera z kreskówki. Natomiast w momencie przykrej konieczności zrezygnowania z dłuższego oglądania bajek, wystarczy dać dzieciom ciekawszy rodzaj spełniania czasu wolnego. Pamiętajmy, że zazwyczaj najfajniej spędzony czas, to ten, w którym maluchy robią coś wspólnie z rodzicami.

 

Małe dzieci nie potrafią do końca zrozumieć dlaczego należy zjeść obiad, ubrać się czy wykąpać. Nawet wówczas, gdy zapytane o to, potrafią udzielić trafnych odpowiedzi, nie znaczy to, że będą z ochotą stosować te zasady w praktyce. Zamiana przykrych obowiązków w świetną zabawę oznacza dla dziecka miło spędzony czas (i to zazwyczaj z udziałem rodzica). Mało który „buntownik” zrezygnuje z dobrej zabawy. 🙂

 

 

 

 

 

 

 

7. Zwracając uwagę na problem, czasami warto opisać go, nie odnosząc się bezpośrednio do dziecka

 

 

 

 

Ten punkt zaprezentowałam w zasadzie już wcześniej, ale w tym miejscu wyjaśnię na czym polega jego pozytywne działanie. Kiedy w swojej wypowiedzi łączymy niewłaściwe zachowanie bezpośrednio z osobą dziecka, może ono odebrać to jako atak na siebie i automatycznie odpowiedzieć obronnym krzykiem i płaczem lub jeszcze mocniej utwierdzić się w swoim postępowaniu, zabiegając o swą niezależność. Z tego względu lepiej jest opisać sytuację jak najbardziej ogólnie, nawet mówiąc o zachowaniu dziecka w trzeciej osobie.

 

Zamiast powiedzieć „Jak siadasz do stołu, to ręce powinny być już czyste! Ile razy trzeba ci o tym przypominać?”, lepiej sformułuj to w ten sposób: „Widzę, że przygotowania do obiadu już prawie zakończone. Jeszcze tylko twoje ręce czekają na umycie.”

 

 

„Dziecko, zaraz wyjdę z siebie jak nie przestaniesz biegać!” → „Widzę chłopca pełnego energii, jednak martwię się, że może on sobie nabić guza, biegając w tak małym pokoju”

 

 

Dzięki zaprzestaniu używania drugiej osoby w komunikatach kierowanych do dziecka, dajemy mu szanse zauważenia rzeczywistego problemu, zamiast przyjmowania naszych słów jako prowokacji do walki o władzę i możliwość ustalania zasad.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

8. Gdy nic nie skutkuje pisz, nagrywaj, lub zastosuj kroki ostateczne

 

 

 

 

 

Każde dziecko czasami ma takie dni, w których pozostaje głuche na wszystkie nasze metody i psychologiczne akrobacje. Jednak wciąż musimy coś zrobić, aby przestało dokuczać młodszemu rodzeństwu, wróciło z placu zabaw do domu lub wzięło kąpiel. Co zatem zrobić w sytuacjach całkiem kryzysowych?

 

 

 

LIST OSTATNIEJ NADZIEI

 

 

Jeżeli dziecko notorycznie powtarza jakiś trudny dla nas do zaakceptowania schemat zachowania (np. codzienne poranne szarpanie się w trakcie ubierania, awantury w odpowiedzi na konieczność sprzątania), a nasze słowa zdają się do niego nie docierać, spróbujmy jeszcze zakomunikować mu nasze oczekiwania za pomocą karteczki lub nagrania wideo z istotną informacją.

 

„Prosimy, wrzuć nas do pudełka – Twoje zabawki”

„Zakładaj mnie rano, ja też chcę na spacer – fioletowa kurtka”

„Wykąpiesz się dziś z nami? – dmuchane kaczuszki”

 

Karteczka od „głównych zainteresowanych” – nawet taka przeczytana przez nas (w przypadku dzieci, które nie umieją jeszcze czytać), może przynieść naprawdę zaskakujące efekty. A już krótkie nagrania wideo, na których skarpetki uskarżają się na swój los lub auto prosi, aby co rano je odwiedzać, gdyż bardzo chce podwozić dzieci do przedszkola, mogą naprawdę zdziałać cuda.

 

 

 

 

 

 

KROKI OSTATECZNE

 

 

Jeśli nasze dziecko wciąż lekceważy nasze prośby, umiejętnie ubierane w słowa lub nawet poparte całym spektaklem lub znajdujemy się aktualnie w sytuacji, w której nie ma po prostu czasu na większe ceremonie, należy zareagować stanowczo, ale wciąż z szacunkiem do dziecka.

 

Zanim przejdziemy do działania, dajmy dziecku ostatnią szansę na reakcję poprzez wyrażenie w sposób stanowczy naszego stanowiska, dotyczącego jego zachowania:

 

 

„Nie podoba mi się sypanie w innych piaskiem!”

 

„Uważam, że szczypanie jest nie w porządku!”

 

 

Jeśli wciąż nasze słowa nie odnoszą skutku, warto przejść do konkretnego działania, opatrzonego opisem sytuacji i zrozumieniem emocji, doświadczanych przez dziecko.

 

 

„Rozumiem, że nie lubisz tak wcześnie rano wychodzić z domu i najchętniej pobawiłbyś się tutaj ze mną. Niestety, muszę iść do pracy i zabieram cię do przedszkola”

 

„Widzę, że nie masz ochoty na zabawę klockami z młodszym braciszkiem. Nie mogę pozwolić na to, abyś go szturchała, dlatego dam ci teraz kredki. Możesz narysować jak wiele masz energii, a niebawem pójdziemy na plac zabaw, żebyś mogła się wyszaleć.”

 

„Pamiętam, że nie lubisz nosić czapki. Na dworze jest dziś bardzo zimno i dlatego ci ją założę.”

 

„Odkładam twoje rolki na półkę. Nie chcesz nosić ochraniaczy i kasku, a ja nie pozwolę na to, abyś jeździł bez nich.”

 

„Idziemy do domu. Nie zgadzam się na to, abyś sypał piaskiem w inne dzieci”

 

 

 

Mimo, iż nie użyliśmy rozkazów, gróźb, etykietowania, sarkazmu ani kazań, udało nam się w sposób stanowczy przedstawić swoje stanowisko i podjąć ostateczne działanie. Mimo, że nasze dziecko wciąż zapewne będzie niezadowolone z tego, że sprawy potoczyły się nie po jego myśli, to jednak nie doświadczy negatywnej oceny ani przykrych etykiet z ust ukochanych rodziców. Ten sposób jest znacznie lepszy niż krzywdzące uczucia dzieci strategie.

 

 

 

 

 

 

 

9. Podpowiedz dziecku jak naprawić szkody

 

 

 

 

Kolejnym krokiem powinna być rozmowa z naszym dzieckiem, wtedy gdy jego i nasze emocje już opadną. W sytuacji konfliktowej maluch znajduje się pod wpływem silnego stresu i nie byłby on nawet w stanie przetwarzać tego, co mamy mu do powiedzenia. Jednak po czasie taka rozmowa jest bardzo istotna.

 

Jeżeli dziecko poczyniło jakieś szkody (sprawiło komuś przykrość lub coś zniszczyło), pomóżmy mu naprawić przykre konsekwencje jego zachowania. Podpowiedzmy, że może przeprosić koleżankę, którą uszczypnął i zbudować razem z bratem wieżę, którą mu zburzył. Pomóżmy mu w organizacji sprzątania ciśniętych na podłogę płatków z mlekiem i pozwólmy na samodzielne pozbieranie upranych ubrań, które ściągnął z wieszaka, rozrzucając po podłodze. W ten sposób nauczymy naszą pociechę, że każdy z nas ma prawo doświadczać czasem negatywnych emocji, jednak należy znaleźć rozwiązanie jak sobie z nimi radzić, a jeśli zdarzy nam się, że zrobimy pod ich wpływem coś niewłaściwego, powinniśmy to naprawić.

 

 

 

 

 

 

 

10. Naucz dziecko jak znaleźć wyjście z trudnej sytuacji

 

 

 

 

O naprawianiu błędów już było, co jednak z samą umiejętnością radzenia sobie ze stresem i przykrymi uczuciami? Warto byłoby nauczyć dziecko kilku alternatyw rozładowywania złości i napięcia emocjonalnego (trening radzenia sobie z dziecięcym stresem pojawi się w przyszłości na blogu), a także pokazać mu jak znajdujemy rozwiązanie w sytuacji trudnej.

 

Usiądźmy zatem wraz z dzieckiem i opiszmy mu sytuację konfliktową, następnie spróbujmy znaleźć wspólnie jak najwięcej sposobów rozwiązania problemu, wybierając na końcu ten najbardziej osiągalny i satysfakcjonujący obie strony. Pamiętajmy, aby spisywać wszystkie (nawet te najbardziej absurdalne) propozycje dziecka, albowiem tylko dzięki temu będzie się ono czuło istotnym członkiem poszukiwania kompromisu.

 

Czteroletni Przemek od jakiegoś czasu co wieczór odgrywał w łazience melodramat, kiedy tylko nadchodził czas kąpieli. Jego mama nie chciała, rzecz jasna, rezygnować z utrzymywania higieny syna, jednocześnie nie chcąc kąpać go siłą. W pewnym momencie powiedziała dość i któregoś dnia po obiedzie, poprosiła synka o rozmowę.

 

 

– Nie chcesz się kąpać, a ja bardzo chcę, żebyś był czysty i pachnący. Co możemy z tym zrobić?

-Mogę nie kąpać się wcale, a ty nie będziesz się tym przejmować.

Dobrze. Zapiszę to rozwiązanie na kartce. Co jeszcze możemy wymyślić? Może będziesz się kąpał chociaż co drugi dzień?Nie.

-Zapiszę to rozwiązanie, może uda nam się znaleźć lepsze. Co możemy wymyślić?

-Mogę się kąpać w piasku tak jak kotki.

-Ok. Zapisane. A możesz się kąpać zaraz po obiedzie zamiast wieczorem?

-I tak nie będę chciał.

-Dobrze, ale zapiszę i taką możliwość.

-Możemy obłożyć mnie w wannie ręcznikami!

-Ok., zapisane. Ale zaraz… dlaczego „obłożyć ręcznikami”? Wtedy będziesz chciał wejść do wody?

-Tak, bo wtedy nie będę latał na boki.

Kiedy tylko mama Przemka usłyszała te słowa, natychmiast skojarzyła coś, czego do tej pory nie zauważała – synek przestał lubić kąpiele od czasu, gdy zmienili łazienkowy prysznic na wannę. W brodziku był zawsze dywanik antypoślizgowy, a ona nie pomyślała, aby kupić podobny na dno wanny.

-A gdybyśmy kupili taki sam dywanik do wanny, jaki był pod prysznicem?

-A nie będę wtedy latał na boki?

-Nie będziesz, synku.

-Możesz zapisać.

 

Po przeanalizowaniu jeszcze wielu pomysłów Przemka oraz tych, które wcześniej przytoczyła mama, wspólnie doszli do wniosku, że najlepiej będzie przetestować najpierw opcję z dywanikiem antypoślizgowym. Dla Przemka bardzo istotne było to, że wszystkie jego pomysły (włącznie z kocią kąpielą i myciem się w zamarzniętej wodzie) zostały spisane na kartce i wzięte pod uwagę. Rozwiązanie, które wybrali przyniosło zamierzony efekt i zarówno mama jak i jej synek byli bardzo zadowoleni ze współpracy.

 

W taki sposób nie dość, że po krótszym lub dłuższym czasie uzyskujemy w końcu pokojowe rozwiązanie wielu spornych sytuacji, to jeszcze pokazujemy dziecku w praktyce w jaki sposób konstruktywnie szukać wyjścia z konfliktu. Jak wszyscy dobrze wiemy, jest to przecież nieoceniona umiejętność na każdym etapie naszego życia.

 

 

 

 

 

 

PODSUMOWANIE

 

 

 

Może nam się wydawać, że czeka nas mnóstwo pracy – te całe zabawy, żarciki, dobieranie słówek, pisanie listów lub układanie planu rozwiązywania problemu brzmią jak coś bardzo czasochłonnego. Być może zniechęciliśmy się do tych metod ze względu na to, jak bardzo jesteśmy na co dzień zapracowani – nie będziemy mieli po prostu czasu na zastosowanie tych strategii w praktyce. Jeśli jednak pomyślimy ile czasu i energii zajmują nam codzienne awantury z naszym przedszkolakiem lub jak wiele gróźb, oskarżeń i kazań musimy wykrzyczeć naszemu szkolniakowi, może okazać się, że ten czas i tak ucieka nam przez palce, a spodziewanego efektu wciąż nie ma. W zamian za to rośnie jedynie poziom frustracji naszej oraz dziecka, atmosfera wspólnej relacji ulega pogorszeniu, a nierzadko przykre słowa, padające z naszych ust, dotkliwie ranią malucha.

 

Z tego względu naprawdę warto wdrożyć w życie opisane strategie i przekonać się jak wiele są w stanie one zmienić w naszym codziennym funkcjonowaniu. Nie mamy chyba nic do stracenia, jeśli wciąż prowadzimy z naszymi pociechami nieustanne wojny domowe, których wolelibyśmy przecież uniknąć.

 

 

Mam nadzieję, że niektórym rodzicom uda się za pomocą opisanych wyżej strategii, okiełznać bunt dwu-, trzy-, cztero-, pięcio-, a nawet sześciolatka. 🙂 Zachęcam do lektury pozostałych wpisów na temat dziecięcego „buntu” – „Bunt dziecięcy” -norma rozwojowa czy błąd wychowawczy oraz „Bunt dziecięcy” -historie prawdziwe. Pytania i odpowiedzi.

 

 


Zdjęcia pobrano z portali pixabay.com, morguefile.com oraz unsplash.com. Autorzy: amarpreet25, Kelly Sikkema, Mandyme27, ZeeNBee, beglib, sideshowmom, monsterdimka, Annie Spratt, sophisticat, morguefilebec, Leo Rivas.

Post Author: admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *