OJCIEC I SYN – RELACJA, KTÓRA WPŁYWA NA MĘSKIE ŻYCIE

W drzwiach zgrzytnął zamek. Odgłos przekręcanego klucza spowodował, że mały chłopiec porzucił swoje klocki, auta oraz Batmany i niczym błyskawica przemknął do przedpokoju. Serce biło mu szybciej, kiedy intensywnie wpatrywał się w drzwi – wiedział, że to jego tata wraca do domu.

 

Tata, który zaraz przywita go szerokim uśmiechem i słowami „cześć, agencie”.

Tata, który zmierzwi mu grzywkę i przybije z nim piątkę.

Ten sam, który gra z nim w nogę, czyta mu bajki o dinozaurach, a w soboty zabiera go na „męskie spacery”, w trakcie których nauczył go jak skutecznie pluć na odległość i rzucać „kaczki” z kamyków do wody. Serce chłopca przyspiesza z radości na spotkanie z ojcem.

Syn porzuca każdą zabawę, aby jak najszybciej przywitać tatę.

 

 

W innych drzwiach także zgrzytnął zamek, a odgłos przekręcanego klucza sprawił, że kolejny chłopiec porzucił swoje klocki, auta oraz Spidermana i niczym błyskawica przemknął do przedpokoju. Także jemu serce biło szybciej, kiedy wpatrywał się intensywnie w drzwi – wiedział, że to jego tata wraca do domu.

 

 

Tata, który gdy tylko wejdzie mruknie do niego, żeby wrócił do swojego pokoju.

Tata, który jest wiecznie zbyt zajęty lub zbyt zmęczony, aby obejrzeć jego konstrukcje z klocków. Tata, który powtarza, że grzeczni synowie nie przeszkadzają tatusiom w oglądaniu telewizji.

Ten sam, który nie odpowiada na jego pytania, odsyłając go do mamy.

Serce chłopca przyspiesza, dyktowane głęboką nadzieją, że może dziś jego tatuś go zauważy.

 

Może dziś przytuli go na powitanie.

Może nawet obejrzy jego fortecę z klocków i powie, że to dobra robota.

Może dziś…

 

 

 

 

 

 

 

 

Więź między rodzicami a dziećmi kształtuje się już w trakcie ciąży: głaskanie brzucha i mówienie do niego, przywołuje reakcję ze strony dziecka w postaci radosnych kopniaków. Już po narodzinach bliskość, czułość, i stała obecność rodziców przy noworodku, zapewniają mu poczucie bezpieczeństwa i akceptacji, cementując relację zawartą za życia płodowego. Przez kolejne miesiące i lata rodzice pielęgnują tę więź swoim systemem wychowawczym, zachowaniem wobec dziecka oraz za pomocą emocji, które mu przekazują.

 

 

Niejednokrotnie słyszymy o tym jak istotna jest dla naszych pociech rola matki. „Matka jest najważniejsza”, „matka wychowuje”, „matka troszczy się”, „matka pamięta o wszystkim związanym z dzieckiem każdego dnia”, „miłość matki nie ma sobie równych”… Niestety czasami ojciec spada w tym wszystkim do rangi pomocnika. To prawda, że niektórym tatusiom jest to na rękę, jednak wielu z nich ma większe ambicje, aniżeli jedynie asystowanie przy opiece nad dzieckiem na wyraźne polecenie jego mamy. Całe szczęście, że takich mężczyzn jest w dzisiejszych czasach coraz więcej, a świadomość młodych ojców, dotyczących istoty ich więzi z dziećmi zdecydowanie wzrasta. Ta więź ma bowiem niebagatelne znaczenie dla kształtowania się tożsamości każdego człowieka. Dla chłopców ta więź z ojcem wpłynie na to, w jaki sposób będą postrzegać samych siebie, jak będą radzić sobie w relacjach z innymi, a nawet w sferze zawodowej.

 

 

 

 

 

 

SAMA OBECNOŚĆ NIE WYSTARCZY

 

 

 

W jednym ze skeczy kabaretu Hrabi żona prosi swojego męża, aby podjął męską rozmowę z synem, który „musi wiedzieć, że ma ojca – że ten, który ma wodopój i paśnik przy telewizorku to jego ojciec”. Mimo że ma to rzecz jasna charakter żartobliwy, to faktycznie wciąż jest jeszcze wiele takich domów, w których dzieci postrzegają swoich ojców niemal jako jeden z elementów wystroju wnętrza, który wieczorową porą zdobi ich salonową wersalkę.

 

 

Ojciec, który jest obecny w życiu chłopca tylko ciałem i nie angażuje się w żywą relację z nim, powoduje, że w dziecku pojawia się znaczny dysonans poznawczy. Ten sam ojciec, który jest dla niego kimś ważnym, którego chce naśladować, totalnie go lekceważy. Jest co prawda fizycznie gdzieś obok, ale psychicznie i emocjonalnie dzielą ich od siebie setki mil i szansa na to, że kiedyś się na tej płaszczyźnie spotkają z dnia na dzień maleje.

 

 

 

Chłopiec pozbawiony relacji z ojcem naprawdę wiele traci. Związek uczuciowy z tatą wpływa bezpośrednio na rozwój emocjonalny syna – zmniejsza poziom wewnętrznego lęku, wpływa pozytywnie na odporność dziecka na stres. Odpowiedni wzorzec mężczyzny, daje chłopcu oparcie, poczucie bezpieczeństwa. Możliwość obserwacji tego, jak ojciec radzi sobie w sytuacjach trudnych, wyposaża dziecko w gotowe wzorce zachowań, zwiększając jednocześnie poczucie jego skuteczności w działaniu. Chłopcy, który doświadczają ojcowskiego zaangażowania w ich wspólną więź, mają wyższą, bardziej adekwatną do rzeczywistości samoocenę niż ich rówieśnicy, których potrzeba relacji z ojcem nie została zaspokojona.

 

 

 

 

 

 

WZÓR MĘSKOŚCI

 

 

 

Latem, w trakcie spaceru z moim synkiem, zaobserwowałam ciekawą sytuację na placu zabaw. Mały chłopiec próbował wspiąć się na sam szczyt drabinek. Wchodził na nie szczebelek po szczebelku, co chwilę odwracając się w stronę swoich rodziców. Gdy był na czwartym szczeblu, jego mama krzyknęła:

-„Adaś, nie wchodź wyżej, bo zaraz spadniesz!”. Chłopiec zawahał się i spojrzał na tatę.

-„Dawaj, synu. Nic ci nie będzie. Dawaj wyżej!”

-„Tomek, czy ty jesteś normalny? Przecież on zaraz spadnie.”- zrugała partnera wystraszona matka.

-„Nie spadnie, nie przesadzaj. Dawaj, dawaj synek.” Adaś uśmiechnął się i wszedł o dwa szczebelki wyżej.

-„Adam, schodź stamtąd natychmiast. Zaraz spadniesz, połamiesz się i wylądujesz w gipsie!”

-„Synek, dobrze! Dasz radę wyżej!”- powiedział ojciec chłopaka, po czym podszedł do niego i dodał „W razie coś, to jestem. Dawaj do góry. Jesteś twardy gość, dasz radę wejść na samą górę”.

Pomimo głośnych protestów mamy, która koniec końców odwróciła wzrok „nie mogąc na to patrzeć”, chłopcu udało się z drobną pomocą taty dotrzeć do ostatniego szczebelka.

-„Tata, jestem twaldy gościu?” – zapytał po zejściu z drabinki.

-„Tak synek, jesteś gość jakich mało” – odparł ojciec, a chłopiec uśmiechnął się szeroko, ukazując wszystkie braki w uzębieniu.

 

 

 

Ojciec jest w życiu syna osobą, która uczy go wychodzenia spod maminej spódnicy i umiejętności oddalania się od pierwotnego obiektu przywiązania, jakim jest najczęściej osoba matki. Nie znaczy to, że syn ma odrzucić matkę, a jedynie nauczyć się różnicować nadmierną troskę, wynikającą z chroniącej postawy mamy od realnego zagrożenia.

 

 

 

 

Gdy w życiu chłopca brakuje taty, jest mu dużo trudniej ocenić czy warto w danej sytuacji podjąć ryzyko najpierw wchodząc na drabinki, później ćwicząc sporty walki, następnie podrywając dziewczynę, zdając prawo jazdy, wyprowadzając się z rodzinnego domu czy zmieniając pracę. Może lepiej jednak zostać przy mamie, która podpowie, doradzi, ochroni, przytuli i ustrzeże małego chłopca przed całym złem tego świata? Wówczas na pewno nie spadnie on z drabinek, nie dozna kontuzji na treningu, nie zostanie odrzucony przez obiekt swoich westchnień, nie obije auta, nie straci na inwestycji w swoje własne mieszkanie i nie zostanie wyrzucony z nowej pracy. Jednak, gdy chłopiec będzie całe życie chował się pod kochającymi i opiekuńczymi skrzydłami matki, nie spotka go coś jeszcze – nigdy nie stanie się mężczyzną.

 

 

Kilka lat temu miałam okazję porozmawiać z pewnym młodym człowiekiem, któremu niedawno zmarł ojczym. Miał on problem z pogodzeniem się ze stratą i szukał wsparcia psychicznego. Ojczym pojawił się w jego życiu, gdy miał on około dziewięciu lat i był dla niego bardzo ważny. Od samego początku spędzali ze sobą dużo czasu, a odkąd syn się wyprowadził z domu, regularnie jeździli na wspólne wypady wędkarskie. W trakcie naszego spotkania ów mężczyzna powiedział jedno zdanie, które szczególnie zapadło mi w pamięci „Gdyby nie tata, nigdy nie nauczyłbym się jak być prawdziwym facetem”. Jego biologiczny ojciec zniknął z jego życia, jeszcze przed jego narodzinami i on, jako mały chłopiec, nie wiedział co to znaczy mieć tatę. Dopiero ojczym stał się dla niego wzorem męskości. Męskości, która zawierała w sobie siłę, moc, odwagę, ale także czułość, bliskość, a nawet momenty słabości.

 

 

Mężczyzna wspominał jak ojczym, który pracował na budowie, własnoręcznie, bez najmniejszej oznaki wysiłku przenosił ciężkie, betonowe płyty. Pamiętał dzień, w którym był świadkiem jak tata sam jeden obronił przed trzema napastnikami pewną młodą kobietę. Uśmiechał się na myśl o tym jak w mroźny grudniowy dzień przeszedł on pięć kilometrów z ogromnym świerkiem na barkach, chcąc zapewnić synowi świąteczną choinkę. Pamiętał też jednak jak bardzo się cieszył, gdy przytulał jego lub mamę. Z początku było to dla niego dziwne, gdyż zawsze kojarzył męskość z emocjonalnym chłodem i brakiem czułości, która była dla niego oznaką słabości. Tym bardziej zdziwił się, widząc jak ojciec pociesza mamę w trudnych dla niej chwilach oraz jak rzewnie płacze po śmierci swojego własnego taty.

„Tak… Gdyby nie on, nie miałbym pojęcia jakim facetem się stać. Pewnie wiecznie udawałbym cwaniaka i twardziela, dusząc się w środku” – podsumował.

 

 

Ten wzór męskości jest dla chłopca, nastolatka, a nawet już dorosłego mężczyzny czymś bardzo istotnym. Nawet najlepsza mama nie jest w stanie zastąpić dziecku ojca (podobnie jak supertata nie zastąpi mamy) i jest to całkowicie naturalne.

 

 

 

 

 

 

RELACJA Z OJCEM A RELACJE Z INNYMI LUDŹMI

 

 

 

Więź z tatą wpływa na relacje syna z rówieśnikami. Obserwując sposób komunikowania się ojca, chłopiec uczy się porozumiewać z innymi. Czasem w okresie dzieciństwa może brzmieć to nieco komicznie, gdy malec, utożsamiając się ze swoim tatusiem, wręcz cytuje jego słowa. Jakież było zdziwienie jednej z mam, która w trakcie gotowania obiadu poprosiła swojego czteroletniego syna o podanie bułki tartej, a w odpowiedzi usłyszała: „Kobieto! A skąd ja niby mam wiedzieć gdzie ty trzymasz swoje szpargały?”. 😉

 

 

Chociaż z czasem komunikaty dziecka stają się dostosowane do kontekstu sytuacyjnego oraz adresata, to jednak w relacjach chłopca, a następnie już mężczyzny z innymi ludźmi, wciąż istnieje wiele elementów niemal żywcem przejętych ze sposobu porozumiewania się taty.

 

 

 

Również funkcjonowanie mężczyzny w sferze kontaktów damsko – męskich ściśle wiąże się z jakością relacji z ojcem. Na podstawie tego, w jaki sposób tata wypowiada się o kobietach, w jaki sposób je traktuje, jaką relację ma ze swoją żoną oraz własną matką, chłopiec podświadomie kształtuje swoje przekonania na temat przeciwnej płci. Od tego w dużej mierze zależy czy będzie on kiedyś w stanie związać się z kobietą, jakiej jakości będzie ów związek i co ze sobą przyniesie dla niego i jego partnerki. Wielu mężczyzn, nie mających wzorca męskości ani przykładu związku damsko – męskiego w domu rodzinnym, odczuwa silny lęk przed wejściem w relację z kobietą, gdyż jest to dla niego całkiem nowa i nieznana sytuacja. Z kolei mężczyźni, którzy za wzór mieli w dzieciństwie ojca nie szanującego kobiet i regularnie niepochlebnie się o nich wyrażającego, mogą w życiu dorosłym powielać ten wypaczony obraz męskości, pomiatając kobietami, wikłając je w toksyczną relację, a nawet stosując wobec nich przemoc. Dlatego tak ważne jest, aby ojcowie swoją postawą wobec innych ludzi, uczyli swoich synów godności i szacunku do drugiego człowieka.

 

 

 

 

 


KRYTYCZNY TATA A SAMOOCENA SYNA

 

 

 

Nic tak nie nobilituje syna jak świadomość tego, że jego ojciec go docenia i jest z niego dumny. Pochwała z ust mamy jest ważna dla jej syna. Jednak kiedy to tata nazwie go „swoim agentem”, „niezłym gościem”, „twardym zawodnikiem” i poklepie go z aprobatą po ramieniu, chłopiec jest zachwycony. Tata jest dla niego wzorem do naśladowania, osobą z którą silnie się utożsamia. Z tego względu męskie ego chłopaka dostaje skrzydeł kiedy ojciec – jego mistrz, doceni go choć jednym słowem bądź drobnym gestem.

 

 

Jeśli jednak sytuacja w domu rodzinnym chłopca jest zupełnie odwrotna i tata nieustannie krytykuje swojego syna, wytykając mu wszystkie możliwe błędy i niedociągnięcia, wyrządza mu w ten sposób dużą krzywdę, rzutującą na całe jego życie. Ojciec, który nazywa syna „głupkiem”, „debilem”, „gamoniem”, „babą” lub „ciotą” (a niestety wciąż zdarzają się tacy ojcowie), nadaje mu w ten sposób etykietę. Chłopiec po czasie zaczyna w to wierzyć. Nawet jeśli na poziomie świadomym temu zaprzecza, to z tyłu głowy wciąż ma tą naklejkę, którą w dzieciństwie przyczepił mu ojciec i ona wciąż jest aktywna, zwłaszcza w chwilach trudów i wyzwań.

 

 

Podobnie jest także w przypadku, gdy ojciec nie dostrzega swojego syna, bagatelizując wszystkie jego osiągnięcia i starania. Chłopiec dostaje od niego wówczas przekaz, że jest osobą mało znaczącą.

 

 

 

Skoro syn jest nieważny lub nieudany dla ojca – swojego autorytetu, to jak ma on sam wyrobić w sobie wewnętrzne przekonanie, że jest dobry, bardzo potrzebny i wartościowy? Jak ma mieć adekwatną samoocenę i zacząć wierzyć w siebie, skoro jego ojciec nigdy w niego nie uwierzył i wiecznie go krytykował? Jest to wówczas bardzo trudne do osiągnięcia i niemal niemożliwe do wypracowania w pojedynkę. Konsekwencje niskiej samooceny i zaburzeń poczucia własnej wartości to brak szacunku do samego siebie, brak wiary w powodzenie swoich działań, trudności komunikacyjne i związane z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi, które mogą z czasem pociągnąć ze sobą zaburzenia depresyjne i lękowe.

 

 

 

 

 

 

KIEDY OJCA ZABRAKNIE

 

 

 

Oczywiście czasami w życiu tak się układa, że chłopiec jest zmuszony wychowywać się bez ojca – wczesna śmierć taty, jego zarobkowa praca za granicą, rozpad rodziny lub ojciec, który nie angażuje się w wychowywanie dzieci powodują, że tata jest dla syna nieosiągalny lub kontakt z nim jest znacznie ograniczony. Z pewnością jest to dla każdego dziecka duża strata. Nie znaczy to jednak, że chłopiec jest skazany na zaburzenia emocjonalne lub problemy w relacjach z innymi. Po prostu będzie go kosztowało dużo więcej pracy, aby to, co powinien dostać od ojca, mógł osiągnąć bez jego obecności. Czasami pomaga mu w tym ktoś, kto przejmuje całość lub część funkcji ojcowskich – może to być ojczym, dziadek, wujek, a nawet trener sportowy lub nauczyciel szkolny, który troszczy się o chłopca i jest dla niego kimś ważnym – mężczyzną, na którym może się wzorować.

 

 

 

 

 

 

OJCIEC I SYN Z PERSPEKTYWY MŁODYCH TATUSIÓW

 

 

 

Mimo że mam syna, to ojcem jednak nie jestem, tak więc oddaję pole do popisu młodym, świadomym swojego rodzicielstwa tatusiom. Zadając pytanie czy chłopcu potrzebna jest relacja z tatą, poprosiłam o opinie mojego własnego męża oraz pięciu tatusiów – blogerów. Każdy z wypowiadających się mężczyzn ma syna/synów oraz własne, świeże i niepowtarzalne spojrzenie na relację. Każdy z nich ma również do przekazania wiele mądrych spostrzeżeń. Zapraszam do lektury.

 

 

 

 

Łukasz Jasiukajtis – mój mąż

 

 

Więź ojca z synem jest dość istotna dla normalnego funkcjonowania i rozwoju emocjonalnego obydwu z nich. Syn może codziennie obserwować męskie zachowania ojca. Kształtuje się wtedy w dziecku instynkt ochrony rodziny przed zagrożeniami świata zewnętrznego, instynkt majsterkowicza oraz odkrywcy. To ojciec pozwala maluszkowi na więcej niedozwolonych rzeczy dla danego wieku dziecka, co rozwija jego ciekawość do poznawania świata. Ojciec natomiast widzi w dziecku beztroskę w podejmowanych decyzjach, odwagę wynikającą co prawda z niewiedzy, ale pozwalającą na rozwijanie fantazji i wcielanie ich w codziennych sprawach. Brakuje nam tego daru beztroski w dorosłym życiu, dlatego dobrze jest się uczyć od dzieci i czerpać ogrom innowacyjnych pomysłów powstających dzięki braku ograniczającej nas wiedzy i doświadczenia.”

 

 

 

 

 

Marcin Gajewski – autor bloga „Co na to tata?”

Poznaj blog: https://www.conatotata.pl/

 

 

„Sam wychowałem się bez rodziców. Rolę matki świetnie przejęła babcia, jednak roli ojca nikt się nie podjął.

Nie wiedziałem, jak bardzo brak tej relacji był istotny do momentu, kiedy sam zostałem tatą.

Sam będąc dzieckiem nie do końca potrafiłem zrozumieć to, że moi koledzy grali ze swoimi ojcami w piłkę, czy mieli te wszystkie wyjątkowe, męskie, chwile, a mojego taty nie ma przy mnie. Bardzo mi tego brakowało. Podobnie jak wtedy, kiedy byłem starszy brakowało mi męskich rozmów.

Dziś sam jestem tatą i mam świadomość, że moja obecność w życiu synów, aktywne uczestniczenie w ich rozwoju, jest potrzebne nie tylko im, ale także mnie. To zupełnie inny poziom porozumienia niż w relacjach z mamą. Tata to nie tylko dyktator, który tylko wymaga, ale też największe wsparcie, podpora i motywator.

Mam nadzieję, że relacje jakie budujemy teraz, zaowocują, kiedy będą już dorośli. Liczę i pracuję na to, żeby za parę lat, pomimo wymagań i granic jakie stawiam dziś, usłyszeć, że tata do naprawdę dobry przyjaciel.”

 

 

 

 

 

Łukasz Okoński – Tata Piłkarza

Poznaj blog: http://www.tatapilkarza.pl/

 

 

„Czy uważasz, że chłopcu potrzebna jest relacja z tatą? Dlaczego? – Odpowiedź na to przewrotne pytanie wydaje się oczywista.

Zbudowanie właściwej relacji na linii ojciec – syn, z mojej perspektywy jest dla dziecka bardzo ważne. Młody człowiek będzie czuł się pewnie i bezpiecznie, będzie mu łatwiej uczyć się życia wiedząc, że ma osobę, która go wspiera, nawet jeśli popełnia błędy.

Jestem przekonany, że zachowując się naturalnie, poświęcając dziecku czas i uwagę w odpowiednich proporcjach do sytuacji życiowej, jesteśmy w stanie zbudować coś trwałego, opartego na zaufaniu i szacunku.

Jako tata dwóch młodych ludzi (11 i 4 lata) wiem, że relacje najlepiej buduje się podczas wspólnych działań i aktywności. W naszym przypadku jest to m.in. piłka nożna. Mamy naturalny pretekst, żeby spędzać ze sobą sporo czasu, podczas czynności, którą bardzo lubimy i nikt z nas, nie musi w niej brać udziału, tylko dlatego że tak wypada.

Dlaczego warto? Jeśli naszym celem jest wychowanie porządnego, wartościowego człowieka, to warto, żeby uczył się życia od osoby, której ufa i która w jego oczach jest wiarygodna. Jeśli zbudujemy prawdziwe, szczere, naturalne i nie nastawione na korzyści relacje, jest szansa, że plan wypali :)”

 

 

 

 

 

 

 

Marek Opaska – Bajkowy Tata

Poznaj blog: http://bajkowytata.com/

 

 

„Relacja ojca z synem to czasem jak połączenie ognia i wody, a czasem jak doskonały, gładki, spójny i słodki budyń waniliowy z malinami. Mając dwóch synów, o zupełnie różnych charakterach i w innym wieku (2 i 6 lat) każdy dzień to często emocjonalny rolercoster dla nich i dla mnie. Uważam jednak, że pomimo wielkich starań i wiedzy, żaden ojciec nie zastąpi dziecku matki. Jak również żadna matka – nawet Matka Polka czy Matka Roku – nie wypełni w stu procentach relacji emocjonalnej synowi (córce również) jakie może zapewnić dobry ojciec. Mężczyźni-ojcowie i kobiety-matki intuicyjnie zachowują się w różnych życiowych sytuacjach zupełnie inaczej. Dziecko do najlepszego rozwoju, w miarę możliwości, powinno doświadczać przykładów zachowań od obu rodziców. Najważniejszy dla dziecka i tak jest pokazywany na co dzień przykład dobrych relacji z innymi, a nie potok nawet najmądrzejszych frazesów, stąd określenie ‚dobry ojciec’ ma tu kluczowe znaczenie. Nie oszukujmy się jednak, nikt nie ma aż tyle cierpliwości, żeby zachowywać się jak Święty, cały czas – nawet dobry ojciec ;)”

 

 

 

 

 

 

 

 

Łukasz Piwoński – Tata na Maksa

Poznaj blog: http://tatanamaksa.blogspot.com/

 

 

 

„Dobra relacja między ojcem i synem?? Bezcenne. Jak to wygląda u nas?

Relacja między mną a moimi synami (Marcel 3 lata, Kornel 6 miesięcy), jest budowana od pierwszych dni ich życia. Tata bierze czynny udział w codziennych obowiązkach związanych z pielęgnacją tak małych szkrabów. A z upływem czasu, staram się poświęcić im jak najwięcej czasu i uwagi. Wolny czas spędzamy różnie, czasami na rozmowie, zabawie, spacerach czy też na zwykłej jeździe bez celu samochodem. Bo nie ważne co będziemy robić, ważne jest to że robimy to razem. Mówimy sobie dosłownie wszystko, opowiadam jak minął mi dzień w pracy, gdzie byłem co robiłem i w ogóle. A syn mimo tego że nie wszystko rozumie to stara się słuchać, i na odwrót. On coś opowiada a ja z wielką uwagą słucham i staram się zrozumieć. Nie wstydzimy się swoich uczuć staramy się jak najczęściej powtarzać sobie jak bardzo się Kochamy. Tak właśnie budujemy więź między nami, która mam nadzieję w przyszłości zaprocentuje, i że dzięki naszym staraniom nie będę przeciętnym ojcem, ale najlepszym przyjacielem, wzorem do naśladowania, bohaterem, a dodatkowo najlepszym Tatą pod słońcem. Podsumowując:

»Pełnimy w życiu różne role, ale to rola ojca,

sprawia że jesteśmy szczęśliwi i potrafimy dać szczęście«”

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakub Urbaniak – Podziarany Tata

Poznaj blog: https://podziaranytata.blogspot.com/

 

 

 

 

 

„Więź ojca z synem jest niezwykle ważna. Tak samo jest z więzią, która łączy tatę i córkę.

Jednak są to dwa zupełnie odmienne światy.

Pomimo, że jestem dopiero świeżo upieczonym ojcem syna, już widzę jak będzie kreowała się nasza więź. O ile córka to wielka miłość taty, o którą chce dbać, troszczyć się i chronić, tak z synem jest już nieco inaczej. Syn to dobry kumpel, przyjaciel. Chciałbym nauczyć Bruna bycia wspaniałym człowiekiem, który będzie dbał o najbliższych i będzie też umiał sam o siebie zadbać. Taka już nasza rola facetów 😉 Musi być samodzielny, pewny siebie i swoich przekonań i podążać własną ścieżką, która będzie dawać mu radość i będzie pozwalała mu się rozwijać.

W relacji z synem będę stawiał na szczerość i pomoc. Nie będzie tematów tabu, ze wszystkim będzie mógł się do mnie zgłosić i zawsze mu pomogę.

Tak jak w relacji mama-córka, które często są swoimi super przyjaciółkami, tak w relacji tata-syn ważne jest odnaleźć w swoim ojcu/synu przyjaciela – przewodnika, z którym można pogadać, pośmiać się, powygłupiać czy spędzić czas na typowo męskich rozrywkach.

Moją rolą jako ojca jest pokazanie mu jak najlepszych wzorców. Pokazanie rodzinnego ciepła, miłości do kobiet, nauczenie okazywania im uczuć, bycie dobrym i pomocnym dla innych ludzi czy zwierząt, okazywania szacunku do kobiet i osób starszych.

To w naszych codziennych gestach i zachowaniach dzieciaki uczą się jaki jest świat i jak sobie w nim radzić.

Dlatego właśnie musimy pamiętać, aby przekazywać te informacje już od narodzenia, ponieważ dzieci wtedy chłoną emocje i wzorce jak gąbka. A jak wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym się staje ;)”

 

 

 

 

 

WYSTARCZAJĄCO DOBRY OJCIEC

 

 

 

Nikt nie jest idealny i nie można wymagać od siebie, że będzie się nieskazitelnym rodzicem. Za Donaldem Winnicot’em (amerykańskim pediatrą i psychoanalitykiem) oraz Bruno Bettelheimem (austriackim psychologiem i pedagogiem) powtórzyć mogę, że dziecku potrzeba „wystarczająco dobrych rodziców”. „Wystarczająco dobrych”, czyli takich, którzy sami nie są ideałami i nie wymagają tego od swoich dzieci, ale są dla nich obecni tu i teraz, szanując je i rozumiejąc ich potrzeby oraz udzielając im pomocy i wsparcia, kiedy tylko tego potrzebują. Nie musisz więc być idealnym ojcem. Zostań tym wystarczająco dobrym, a Twoje dzieci będą szczęśliwe.

 

 

„Często z synem ścieramy się jak dwa górskie kamienie,

Często z synem mamy jedno wspólne, wielkie marzenie,

Często z synem mamy inne do rozwiązania problemu dążenie,

Często z synem zachowujemy się jak jedno, niepodzielne stworzenie.”

 

Marek Opaska, Bajkowy Tata

 

 

Serdecznie dziękuję wspaniałym tatusiom za udział we wpisie i gratuluję pięknych relacji z dziećmi. Myślę, że gdyby wszyscy ojcowie mieli takie podejście do rodzicielstwa jak moi dzisiejsi goście, świat byłby zdecydowanie piękniejszy. 🙂

 

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, polub go lub udostępnij na Facebooku, pozwalając mu dotrzeć do większej liczby osób. 🙂

 

 


Część zdjęć pochodzi od moich gości – blogujących tatusiów. Pozostałe zdjęcia pobrano z portali pixabay.com oraz unsplash.com. Autorzy: eberhartmark, Olichel, Jelleke Vanooteghem, Naassom Azevedo, helen0621, White77, StockSnap.

 

 

Post Author: admin

8 thoughts on “OJCIEC I SYN – RELACJA, KTÓRA WPŁYWA NA MĘSKIE ŻYCIE

    Marcin Gajewski

    (Styczeń 9, 2018 - 9:22 am)

    Będę obiektywny. Kiedy poprosiłaś mnie o wypowiedź, nie spodziewałem się, że w efekcie Twojej pracy, powstanie tak rzeczowy i naprawdę fantastyczny wpis. Dziękuję, że mogłem być jego częścią. Świetna robota!

      admin

      (Styczeń 9, 2018 - 3:08 pm)

      Wielkie dzięki za Twój udział i za słowa uznania. 😊 To jedna z najlepszych motywacji do dalszej pracy. Pozdrawiam serdecznie.

    Macho ....

    (Styczeń 9, 2018 - 7:13 pm)

    Macho … Jest to świetne określenie tego co każdy facet próbuje pokazać.
    Ale z tego pięknego snu obudziłem się nie mogąc zawiązać sobie butów!?
    A inaczej mówiąc nie mogłem się schylić by samemu zawiązać buty…
    Dysząc jak piesek zauważyłem że nawet tak prosta czynność może sprawiać problem gdy bandzioszek ciąży.
    Przebiegnięcie z dziećmi dwustu metrów to jakby maraton przebiec.
    Zacząłem zwracać uwagę że ze wysportowanego dawniej faceta zamieniłem się w leniwego Pana Brzuszka.
    A teraz co to ma wszystko wspólnego z Moimi dziećmi.
    Trochę dla siebie a przede wszystkim dla nich.
    Zacząłem o siebie dbać spadłem 32 kilo z wagi chodziłem 3 lata na siłownię a teraz zająłem się tylko piłką.
    Wcześniej nie przeszkadzało mi że mam brzuszek.
    Ale benefit zrzucenia wagi i dojścia do formy zacząłem dopiero dostrzegać przy relacjach z dziećmi.
    Z taty który wolał mieć spokój po powrocie do domu.
    Zmieniłem się w tatę który spędza więcej czasu ze swoimi dziećmi.
    Nie zamykając ich i zbywajac dając tablet, telefon czy pilota od gry do ręki.
    Zgadzam się z przedmowcami, tata to przyklad, wzór i napewno ważna osoba w życiu dzieci.
    Ale ja sądzę też że powinniśmy być sami dla siebie rachunkiem sumienia.
    Energia która biorę każdego dnia z samodyscypliny ćwiczeń i lepszego odzywiania, daje mi siłę do spędzania aktywnego czasu z moimi dwoma synami .
    Jak fajnie jest patrzeć jak biegają bawią się i spędzają czas na grze w piłkę nożną a nie przed ekranem komputera.
    Sami jesteśmy dla nich przykładem więc napewno ważne jest dla nich jakie mamy podejście do nich i jak ich traktujemy.
    Pozdrawiam i dziękuję za miłą lekturę.
    Skromny trener…

      admin

      (Styczeń 10, 2018 - 9:53 am)

      To wspaniale, że znalazł Pan w sobie pokłady motywacji, które pozwoliły Panu osiągnąć sukces. Gratuluję. 😊 Z pewnością satysfakcja, wpływająca z możliwości spędzania czasu z dziećmi aktywnie, rekompensuje Panu trud włożony w pozbycie się nadprogramowych kilogramów. Biję wielkie brawa i gratuluję pięknej relacji z synami. Również pozdrawiam serdecznie.

    Anna#Zamojska

    (Styczeń 19, 2018 - 10:13 pm)

    Dla mnie zaangażowanie autora jest bardzo pomocne.Dziękuję za wartościowe informacje.Naprawdę polecem znajomym plusik.

      admin

      (Luty 1, 2018 - 1:08 pm)

      Bardzo się cieszę, że wpis się Pani spodobał.

      Pozdrawiam serdecznie

    Michał

    (Luty 24, 2018 - 11:15 pm)

    Ciekawy artykuł, dał mi troche do myślenia. Mój 10-letni syn jest w mojej ocenie gamoniem, kochanym gamoniem. Sam już nie wiem jaki przyjąć kurs. Czy wszystkie jego objawy lenistwa, braku zaangażowania w cokolwiek innego niż gry komputerowe i brak chęci do przyspieszenia codziennych czynności po prostu zaakceptować czy jednak reagować. Próbowałem okresowo już tego i tego. Rzeczywiście kiedy byłem dla niego ciepły, wyrozumiały i przede wszystkim miałem dla niego czas syn był wyraźnie szczęśliwszy. Zdarzało mu się zrobić coś pożytecznego, cieszył się jak tylko przychodziłem z pracy. Niestety ta nieograniczona niczym wolność dawała mu paszport do zaniedbywania obowiązków, co niestety skutkowało różnymi problemami. Niemal zawsze byliśmy spóźnieni wszędzie, nie tylko do szkoły. Ciężko było go poprosić o pomoc domową. I nie mam tu na myśli wyręczania mnie/żony tylko uczenia go samoorganizacji i nauki podziału prac we wspólnocie. Do tego przerzucenie ciężaru swoich zainteresowan na jakąś grę komputerową. Gdybym nie interweniował przesiedziałby czasami przed ekranem bez pożywienia od rana do wieczora.
    Kiedy wprowadzam jakies zasady są efekty. Pozytywne z mojego punktu widzenia, z jego punktu widzenia to oczywiście tyrania. Wymagam na przykład, żeby na czas gry zapracował czasem wykonywania róznych pożytecznych czynności (czytanie książek, pomoc domowa, porządek w swoim pokoju, jakaś nauka – angielski, nauki ścisłe). Wymagam, żeby konczył posiłek zanim rozpocznie inną czynnosc, żeby szykował się o przyzwoitej godzinie do snu, żeby odrabiania lekcji nie zostawiał do wieczora itd. Jest zdolnym dzieciakiem, udało mi się zaszczepić u niego ciekawe zainteresowania. Problem w tym, że jeśli ich nie podtrzymuję moim zaangażowaniem, to one wygasają. Koledzy, którymi sie otacza, to beztroscy użytkownicy tabletów bez żadnych innych pasji, więc nie moge liczyć na to że ktoś to za mnie pociągnie. Ale jakie są te pozytywne efekty, bo od tego zaczałem. Efektem ubocznym jest jego lepsze wyedukowanie. Ale nie to dla mnie jest ważne, one wie, że szkolna rywalizacja nie ma dla mnie znaczenia. Bardziej cieszy mnie to, że on kiedyś wspomni jak czytał ze mną komiksy, a później uczyliśmy sie z nich rysować wykorzystując chyba wszystkie możliwe techniki plastyczne. Będzie pamiętał te zapachy farb, ołówka do konca zycia, tak jak ja pamietam zapach kleju modelarskiego, ktory kojarzy mi sie z nalepszymi feriami w dziecinstwie. Cieszy mnie to, ze mozemy razem grac w zaawansowane gry planszowe, ze razem nauczylismy się programować. To wspomnienia, które mam nadzieje na długo zostaną w jego głowie. To wszystko jednak wymagało logistyki, planowania a to wiązało się wcześniej z wprowadzeniem rygoru, nierzadko okraszonego krzykiem. Po prostu mamy tak mało czasu, że jeśli chcemy jakiekolwiek plany uwienczyc realizacją to nie możemy pozwolić synowi, zeby narzucił nam swoje tempo. Najzwyczajnej z niczym byśmy nie zdążyli.
    Przepraszam, że tak piszę o sobie. Moja żona jest równie zaangażowana w wychowanie syna i zazwyczaj wypracowujemy wspólne zdanie. Ciagle oboje bijemy się z myślami, co robić widząc, jak jest wolniejszy we wszystkim od swoich kolegów. Wolniejszy w sensie fizycznym. Herbatę wypije 3 razy wolniej niż kolega, podobnie z ubieraniem, myciem się itd. Przyznam, że w sytuacjach oczywistego zawodu nazywam go gamoniem. Na przykład poprosze go (już często kilkukrotnie z wymaganiem potwierdzenia ze zrozumiał), żeby posprzątał sobie ubrania z podłogi jak wróce za pół godziny i po powrocie oczywiście nie są sprzątnięte pod jakimś błahym preketstem. Dzisiaj, żona poprosiła żebym umył mu głowę, bo była zajęta młodszą córką. Pomyślałem sobie, „no ok, ale kurde on już niedługo ma 11 lat, przecież już kiedyś mył sam”. Oczywiście po 15 minutach siedzenia w wannie zapytałem którą część ciała już umył sam, no to ściemnia w 3 wymiarach, że coś tam próbował, myślał i że to nie było wcale 15 min tylko może 2. Dobra, umyłem mu tą głowę. Potem poprosiłem go żeby pokazał mi jak szybko potrafi się wytrzeć i jego flegmatyczne ruchy wręcz mnie zaniepokoiły. Sam juz nie wiem, czy powinienem na niego naciskać, żeby wymusić w tym zakresie jakąś poprawę. Czy to może po prostu charakter, który powinniśmy zaakceptować poatrząc na straty z tym związane. Czy byc może powinnismy udać się do specjalisty, który oceni sytuację ?

      admin

      (Luty 26, 2018 - 11:01 pm)

      Jeżeli odczuwa Pan niepokój w związku z zachowaniem syna, wizyta u specjalisty mogłaby rozwiać Pana wątpliwości. W Pańskim poście widzę dużo troski o syna i lęku o jego przyszłość. Mimo to, dobrze by było gdyby zrezygnował Pan z krytykowania dziecka poprzez nadawanie mu etykiety „gamonia” – może ona zaburzyć zarówno Pana relację z nim, którą przecież tak starannie stara się Pan pielęgnować, jak i jego poczucie własnej wartości. Być może wizyta u specjalisty lub udział w warsztatach dla rodziców jest w tym przypadku dobrym rozwiązaniem.
      Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.

Odpowiedz na „MichałAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *