„BUNT DZIECIĘCY” – NORMA ROZWOJOWA CZY BŁĄD WYCHOWAWCZY?

Rozżalony wzrok rodziców i ich trzęsący się ton głosu mówią same za siebie. Bezsilność wręcz maluje się na ich twarzach, kiedy zaczynają opisywać problem buntu swojego dziecka.

„Jest nie do opanowania. Jeszcze dwa miesiące temu to było zupełnie inne dziecko”

„Nie mamy już siły z nią walczyć, bo ona i tak na wszystko ma gotową odpowiedź – nie!”

„Zaczął robić co chce i ma nas totalnie w nosie!”

Bunt dwulatka, czterolatka, sześciolatka, nastolatka…

Z każdym kolejnym okresem występowania przeciwko zasadom, ustalonym przez swoich rodziców, dzieci pokazują coraz więcej swojej własnej woli i coraz mocniej bronią swoich racji. Rodzice są załamani. Zaczynają się doszukiwać winy w swoim systemie wychowawczym – „Może za bardzo go rozpuściliśmy”, „Trzeba było od początku trzymać go krótko, bo teraz wszedł nam na głowę”. Czy ich myślenie jest słuszne? Czy „bunt” dziecka rzeczywiście jest czymś złym i niepożądanym? Dlaczego powtarza się cyklicznie w toku dojrzewania naszych pociech? I czy w ogóle można nazwać go „buntem”?

 

 

 

 

BUNT CZY KSZTAŁTOWANIE WŁASNEJ ODRĘBNOŚCI?

 

 

 

 

Rodzice bardzo często wpadają w swego rodzaju pułapkę, gdy zaczynają traktować swoją relację z dzieckiem w kategoriach władzy i posłuszeństwa. W tym wariancie to rodzic jest panem i władcą absolutnym, a dziecko jego poddanym, który ma bez mrugnięcia okiem wykonywać każde z jego nakazów.

 

 

Takie podejście do rodzicielstwa zniekształca jakość naszej więzi z dziećmi. Jak bowiem może być ona szczera, bliska i przepełniona miłością oraz szacunkiem, skoro dziecko z założenia znajduje się na przegranej pozycji? Z takiej perspektywy wszystkie próby zmiany układu sił ze strony dziecka i uzyskanie większej autonomii rzeczywiście wyglądają jak rodzaj „buntu”, który jest przecież „wystąpieniem przeciwko władzy” (definicja ze Słownika języka polskiego, PWN).

 

 

Pytanie czy relacje z dzieckiem faktycznie powinna być tak skrajnie niesymetryczna? Wiadomo, że rodzic jest osobą, która ponosi odpowiedzialność za siebie i dziecko, ale czy upoważnia nas to do mianowania się władcami naszych pociech? Z pewnością zdrowszą relację z nimi zbudujemy w oparciu o wzajemny szacunek i zaufanie, a co za tym idzie akceptowanie wszystkich uczuć i potrzeb własnych oraz dziecka (nawet jeśli nie wszystkie z nich są społecznie pożądane). Wówczas nie możemy mówić o buncie, gdyż nie ma w nas niepodzielnej, niezachwianej władzy, przeciwko której nasza pociecha mogłaby się buntować. Są rodzice ze swoimi oczekiwaniami i dziecko, które na pewnych etapach rozwoju z większą determinacją zabiega o swoją niezależność.

 

 

 

 

 

 

 

 

NA TROPIE WINNEGO

 

 

 

 

Standardowo w momencie pojawienia się u dziecka zachowań, które dla rodziców są „trudne”, wszyscy wokół zaczynają poszukiwać osoby lub osób, które są odpowiedzialne za ten stan rzeczy. Zazwyczaj wybór pada na rodziców, którzy rzekomo „rozpieścili” swoją pociechę, „pozwalali na zbyt wiele”, „byli za mało konsekwentni” lub na samo dziecko, które jest „po prostu niegrzeczne”, „złośliwe”, „wredne”, a w ogóle to „celowo manipuluje” i „robi to specjalnie”.

 

 

 

Chyba taka już ludzka natura, że lubimy znaleźć sobie kozła ofiarnego, na którego można scedować całą winę za niepowodzenia i trudności. Na szczęście w tym wypadku nie mamy prawa obciążać poczuciem winy ani rodziców (choć niektóre z ich zachowań mogą nasilić walkę dziecka o autonomię – o nich w następnym artykule, ale same z siebie nie wywołują jej), ani tym bardziej dzieci. Jeżeli koniecznie chcemy złapać się konkretnej przyczyny zmian w zachowaniu naszej pociechy, które potocznie określamy jako „bunt”, na pożarcie mogę rzucić nam specyfikę procesu rozwoju i dojrzewania dziecka. Oto nasz winowajca.

 

 

 

 

 

 

 

OKRESY ZACHOWAŃ TRUDNYCH A ROZWÓJ DZIECKA

 

 

 

 

Mózg naszych dzieci po urodzeniu cały czas intensywnie się rozwija, tworząc coraz więcej połączeń między neuronami oraz budując nowe struktury. W ciągu pierwszego roku życia człowieka, mózg zwiększa swoją wielkość niemal trzykrotnie, po czym stale rośnie, osiągając właściwą objętość dopiero w okolicach piątych urodzin. Niemniej jednak nowe połączenia neuronalne wciąż będą powstawać aż do śmierci, a co z tego wynika – rozwój psychiczny trwa przez całe nasze życie.

 

 

 

 

 

Ponadto rozwój mózgu dziecka przebiega nieliniowo. W związku z tym niektórzy rodzice bywają załamani, gdy „bunt” ich dwulatka, jaki udało im przetrwać, wraca po czasie ze zdwojoną siłą. Jest to spowodowane tym, że psychika dzieci dojrzewa cyklicznie, a pewne etapy rozwoju powtarzają się, za każdym razem jednak osiągając bardziej zaawansowany poziom. To znaczy, że trudne zachowania dwulatka, powtórzą się u czterolatka, ale w zmodyfikowanej wersji (nierzadko trudniejszej do opanowania przez rodziców). Dzieje się tak dlatego, że psychika czteroletniego dziecka jest już odrobinę bardziej dojrzała niż dwa lata wcześniej, a nasza pociecha osiąga aktualnie jeszcze wyższy poziom rozwoju. Tak naprawdę proces lawirowania pomiędzy stanem bliskości z rodzicami i względnej współpracy z nimi a odsuwaniem się od nich w celu uzyskiwania autonomii i niezależności (czyli tzw. „bunt”) trwa przez całe dzieciństwo, przybierając rzecz jasna różne barwy, w zależności od wieku i aktualnych potrzeb dziecka.

 

 

 

 

Pierwszą pociechą dla rodziców, doświadczających aktualnie tego etapu zmian w zachowaniu u swojego dziecka, jest więc fakt, że jest to normalna i naturalna kolej rzeczy, a ponadto jest konieczna do jego prawidłowego rozwoju.

 

 

 

 

 

 

 

O CO WŁAŚCIWIE CHODZI W ZACHOWANIU DZIECKA?

 

 

 

 

W zależności od tego o jakim etapie rozwoju mówimy „trudne” zachowania dziecka przybierają różne formy. Za każdym razem jednak w fazach rozwojowych, które zwykliśmy nazywać „buntem”, dziecko zabiega o swoją autonomię. Jest to swego rodzaju „trening”, w trakcie którego ćwiczy ono swoją samodzielność, umiejętność podejmowania decyzji, asertywność, a także regulację emocji. Możemy śmiało przyznać, że są to elementy funkcjonowania na tyle istotne, że niemal każdy rodzic życzyłby sobie, aby jego dziecko je opanowało zanim wkroczy w dorosłe, samodzielne życie. Umiejętność obrony własnych granic  pomoże dziecku w przyszłości – choćby w tym, aby przeciwstawiać się osobom, które będą chciały je w jakiś sposób wykorzystać. Z kolei świadomość i regulacja emocji pozwolą mu na tworzenie zdrowych relacji z innymi, jak również zwiększą jego szansę na sukces w innych sferach życia.

 

 

Jeśli więc zależy nam na tym, aby nasze dziecko było w przyszłości całkiem samodzielnym człowiekiem, który potrafi radzić sobie w sytuacjach dla siebie trudnych, powinniśmy w zasadzie cieszyć się, że ćwiczy ono te, jakże potrzebne, umiejętności. Problem w tym, że efektem ubocznym trudu, jaki nasza pociecha wkłada w opanowanie nowych kompetencji, jest większa ilość konfliktowych sytuacji w życiu codziennym na przestrzeni dziecko – rodzice.

 

 

 

Małe dziecko ćwicząc swoją niezależność odczuwa potrzebę podejmowania samodzielnych decyzji, jednak nie wie jeszcze jak to zrobić. W takiej sytuacji najprościej dla niego jest obrać przeciwną stronę niż jego rodzice, reagując na ich polecenia klasycznym „NIE!”.

 

„Nie chcę żeby tak było. Chcę żeby było inaczej. Nie wiem jak. W każdym razie na pewno tak jak ja chcę. Czyli co? Jak to ma być? Nie tak jak było do tej pory. Zdecydowanie nie tak jak chcą inni. NIEEEE!” – tak można by było wyobrazić sobie co dzieje się w dziecięcym umyśle. Maluch choć zdeterminowany do osiągania choćby częściowej autonomii, nie jest w stanie określić jak ma to zrobić. Idzie więc na skróty i wybiera krótkie i treściwe „nie”.

 

 

 

 

 

Należy jeszcze podkreślić, że oprócz kształtowania się w dziecku potrzeby bycia niezależnym, rozwój dotyka także jego sfery emocjonalnej. W związku z tym uczucia dziecka są bardzo intensywne, często dużo silniejsze niż wymaga tego sytuacja. Ponadto są one przemieszane, np. złość może pojawić się równolegle z innymi emocjami, takimi jak lęk, wstyd, czy poczucie bezradności. Dziecko jest przytłoczone ich intensywnością, a na dodatek nie potrafi ich nawet rozróżnić i nazwać, nie wspominając już o podejmowaniu się ich regulacji.

 

 

 

W takim momencie żadne logiczne argumenty nie trafiają do dziecka i choćbyśmy przedstawili setki merytorycznych powodów, dla których warto założyć kurtkę, umyć zęby, czy przestać nas gryźć i drapać, dziecko nic z tego nie zrozumie. Mało tego, ono nawet nie zakoduje naszych słów, gdyż jest w danej chwili w tak silnych emocjach, że nie jest w stanie przetwarzać tego, co do niego mówimy. Samo jest zagubione w tym, co się dzieje i należy mu pomóc w tym doświadczeniu, zamiast obwiniać je o złośliwość, czy próby manipulacji i „buntu”.

 

 

 

Jak zatem reagować? Odpowiedź na to pytanie w kolejnych dwóch wpisach z cyklu „Świeże spojrzenie na dziecięcy bunt”: „Zbuntowane dzieci – 10 wskazówek postępowania” oraz „Bunt dziecięcy” – historie prawdziwe. Pytania i odpowiedzi.

 

 

 

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, polub go lub udostępnij na Facebooku, pozwalając mu dotrzeć do większej liczby osób. 🙂

 


Zdjęcia pobrano z portali pixabay.com oraz unsplash.com. Autorzy: allenlee, bawbag, TheDigitalArtist, Erik Odiin.

 

Post Author: admin

2 thoughts on “„BUNT DZIECIĘCY” – NORMA ROZWOJOWA CZY BŁĄD WYCHOWAWCZY?

    Mama Ayla

    (Styczeń 31, 2018 - 6:17 pm)

    Moja córka zaczeła przechodzic „bunt” wczesniej niż większość dzieci. Krótko po pierwszych urodzinach na wszystko zaczeła reagować słowem „Nie” z czasem „bunt” się nasilił mimo prób tlumaczenia i „przeczekania” histerii. Obecnie ma 19 Miesięcy i absolutnie nic nie pomaga. Probowałam tlumaczenia, przytulania i przeczekania. Co powinnam zrobić? Przeciez nie moge jej pozwolić chodzić po meblach czy wybiegać na ulicy. Córka jest moim drugim dzieckiem ale syn był mniej „uparty” i wystarczyło histerie przeczekać kilka razy, teraz zwyczajnie nie wiem co robic.

      admin

      (Luty 1, 2018 - 1:02 pm)

      Witam,

      Proszę przetestować sposoby działania zawarte w artykule – „Zbuntowane dzieci – 10 wskazówek postępowania”: obrócić czynności w żart i zabawę, zamiast rozkazów stosować informacje i opisy sytuacji, dać dziecku wybór. W przypadku biegania po ulicy ostatecznym krokiem jest po prostu stosowanie smyczy dla dzieci – brzmi nieciekawie, jednak w razie, gdy inne sposoby zawiodą trzeba jakoś chronić swoje dziecko. Wcześniej jednak można spróbować rozegrać to za pomocą zabawy, np. „Potrzebuje strażnika – przewodnika, który zaprowadzi mnie do auta/domu/sklepu.Czy znajdzie się tu jakaś mała dobra wróżka, która mi pomoże? Trzeba mocno trzymać mnie za rękę i prowadzić do celu, bo mogę się zgubić”. Zamiast smyczy można także wybrać nosidło i na czas wyjść pobawić się z dzieckiem w kangurka, który trzyma się brzuszka mamy (wcześniej opowiedzieć dziecku o tym i pokazać obrazki z kangurami).

      Pozdrawiam Panią serdecznie,
      Aleksandra Jasiukajtis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *