BUNT DZIECIĘCY – HISTORIE PRAWDZIWE. PYTANIA I ODPOWIEDZI.

Mimo, że znamy różne strategie radzenia sobie w sytuacjach trudnych z naszymi dziećmi w roli głównej, to jednak ciężko jest nam niekiedy znaleźć ich zastosowanie w praktyce. Z tego względu zapraszam do zapoznania się z prawdziwymi problemami przedstawionymi przez czytelników i możliwymi sposobami reagowania w tych określonych sytuacjach.

 


Imiona rodziców oraz dzieci zostały zmienione w celu wykluczenia rozpoznania poszczególnych osób. Wiek dzieci oraz opisy sytuacji są autentyczne.


 

 

 

Robert, tata 4-letniego Michała

 

 

„U mojego synka Michała chyba zaczął się bunt czterolatka. Najgorzej jest w sklepie – drze się jak opętany, aby kupić mu dosłownie wszystko co kolorowe. Jak zaczynam mu tłumaczyć dlaczego nie możemy tego wziąć, to krzyk jest coraz głośniejszy, a syn potrafi rzucić się na podłogę i walić rękami i nogami o posadzkę. Ostatnio otworzył w sklepie paczkę ciastek i rozsypał je wszystkie całkowicie złośliwie. Wiem, że nie wolno bić dzieci, ale jemu naprawdę pomaga tylko klaps w tyłek (bardzo delikatny – na pewno go nie boli).”

 

 

 

 

Rozumiem, że jest Panu bardzo trudno, kiedy nie wie Pan jak poradzić sobie z synkiem podczas zakupów. Na pewno niektóre z jego zachowań nie są łatwe i każdego rodzica doprowadziłyby do skrajnych emocji. Mimo to proszę zawsze pamiętać, że każdy klaps to przemoc fizyczna. Bicie dziecka jest naruszeniem jego granic i odnoszeniem się do niego bez poszanowania jego godności. Nawet, jeśli robimy tak w dobrej wierze, to dziecko otrzymuje od nas przykład, że jeśli sobie z czymś nie radzimy, możemy uciec się do agresji. Co to dokładnie znaczy, że klaps pomaga dziecku? Czy chodzi o to, żeby przestało krzyczeć? Jeśli po klapsie w pupę dziecko przestaje krzyczeć, to czy ten klaps pomógł jemu czy jego rodzicom? Jaka jest więc w tym korzyść dla dziecka, skoro zakładamy, że klaps ma być formą pomocy dla niego? Tymczasem jestem skłonna twierdzić, że przynosi dziecku jedynie bezradność i przekonanie, iż rodzice mają władzę absolutną, dopuszczającą nawet agresję wobec niego. W szerszej perspektywie malec zaczyna się zatem rodziców bać. Musimy sobie zatem odpowiedzieć na pytanie czy chcemy wychowywać dziecko w poczuciu lęku przed rodzicami.

 

Jeżeli chodzi o problemy w sklepie, jakie powstają w trakcie zakupów z Michałem, dobrym rozwiązaniem może okazać się obrócenie tej sytuacji w formę zabawy. Kiedy dziecko traktuje zakupy jak wyprawę po skarb lub ma wyznaczone konkretne zadania (np. odnalezienia konkretnych produktów spożywczych w supermarkecie), jego uwaga jest odwrócona od kolorowych zabawek i słodyczy, a interesująca zabawa sprawia, że nie ma już miejsca na nudę.

 

 

Dobrym pomysłem jest także ustalenie z dzieckiem co dokładnie kupimy tuż przed wyjściem z domu. Zapisujemy wszystko na listę (może być obrazkowa) i kompletujemy zakupy według planu. Gdy synkowi wyjątkowo spodoba się coś, czego nie możemy lub nie chcemy mu aktualnie kupić, zapiszmy/ narysujmy to wspólnie na „liście marzeń” dziecka. Dzięki temu dziecko ma poczucie, że jego potrzeby są brane pod uwagę, a lista może nam posłużyć w wymyślaniu prezentów na specjalne okazje (może być zresztą inspiracją także dla dalszej rodziny, np. dziadków czy wujków, którzy często mają trudność w wyborze podarków dla dzieci).

 

Po więcej pomysłów odsyłam do artykułu „ZAKUPY Z PIEKŁA RODEM – JAK PORADZIĆ SOBIE Z HISTERIĄ DZIECKA W SKLEPIE?

 

 

 

 

 

 

Agata, mama 4,5- letniej Klaudii

 

 

„Kąpiel – sytuacja sprzed kilku dni. Wróciliśmy dość późno z wizyty u siostry. Córka wymiotowała po drodze. Oczywiście ją przebrałam, od razu powycierałam. Mała pół drogi -2 godziny – spała. Obudziła się chwilę przed domem. Już był foch, już do mnie nie mów… ok., zmęczona, dam jej się obudzić. Zagaduję, zmieniam temat…podlizuje się własnemu dziecku. Jest w miarę ok. Po przekroczeniu progu mała się rozbiera i jest foch… już wiem ze muszę szybko ją umyć i do łóżka… grzecznie idzie do łazienki a tam wychodzi z niej diabeł. Krzyczy, bije… ja mówię że musi, że wymiotowała, że szybko ją umyję. a ona drze się na całą kamienicę… szarpie, kopie, gryzie… nie poddaje się i mimo iż byłam cała mokra to ja umyłam. Oczywiście nie dała mi się wytrzeć, wiec wyschła. Odprowadziłam ja do łóżka. .. odczekałam aż się uspokoi i próbowałam porozmawiać, ale ona nic nie mówiła nawet na mnie nie spojrzała. .. wiem ze buzowały w niej emocje, chciałam jej pomóc, porozmawiać, wytłumaczyć, przytulić, ale ona nie pozwoliła. .. Zostawiłam ją i ona po chwili usnęła.”

 

 

 

Ja osobiście powstrzymałabym się od kąpieli, która wymaga od dziecka jeszcze więcej energii, którą już nie dysponuje ze względu na zmęczenie. Skrajne zmęczenie oraz negatywne emocje, jakie mu towarzyszą sprawiają, że czteroletnie dziecko nie jest w stanie więcej znieść psychicznie i fizycznie. Ze względu na wymioty w drodze wybrałabym szybką kąpiel na sucho (są specjalne płyny do tego celu przeznaczone lub można użyć zwyczajnych chusteczek nawilżających – oczywiście sporadycznie w awaryjnych sytuacjach). Przedtem istotne jest, aby nazwać jej uczucia, np. „Widzę, że jesteś ogromnie zmęczona. Nie masz nawet siły na kąpiel. Szybko przemyjemy brzydko pachnące miejsca i odpoczniesz sobie”. Ważne, żeby kąpiel przebiegała wtedy w spokojnej cichej atmosferze, dobrze też zmniejszyć natężenie światła, tak aby zminimalizować ilość dodatkowych bodźców, których zmęczone dziecko ma już w nadmiarze (można podać jej na ten czas misia, poduszkę lub kołderkę, aby lepiej się czuła, zaczęła wyciszać, ale jeśli tego nie chce to nic na siłę). Po wszystkim może dałaby się jednak przytulić. Jeśli mówi, że nie chce, ale czuje Pani jako jej mama, która oczywiście najlepiej ją zna, że może się to udać – warto podjąć próbę lub usiąść obok i powiedzieć „chodź się przytulić, czekam”, a następnie posiedzieć bez słowa kilka minut i obserwować rozwój sytuacji. Córka najprawdopodobniej po chwili się przytuli lub zaśnie sama, wiedząc jednak, że Pani jest obok, towarzyszy jej w trudnych emocjach i akceptuje je.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Adrianna, mama 3- letniego Krystiana

 

 

„Proszę o pomoc. Kilka dni temu byliśmy z naszym Krystianem pierwszy raz na urodzinach na tzw. „kulkach”. Było co prawda dość głośno, ale inne dzieci normalnie się bawiły, a syn kręcił się od ściany do ściany i zatykał sobie uszy, później usiadł w oddalonej od centrum zabawy pufie, aż w końcu wpadł w nieopanowany płacz, rzucił się na ziemię, walił w nią z całej siły i krzyczał żebyśmy szli do domu. Nie wiem jak to rozumieć, tym bardziej, że w domu mówił nam, że podobały mu się zabawy i chciałby pójść tam raz jeszcze. Czy może to być objaw buntu?”

 

 

 

Nie sądzę, aby ewentualny etap poszukiwania autonomii był tu czynnikiem kluczowym. W opisanej przez Panią sytuacji zamiast postrzegać zachowanie dziecka w kategorii „buntu” bardziej skoncentrowałabym się na tym, aby uściślić skąd wzięło się poczucie dyskomfortu, jakiego doświadczył Pani syn jeszcze przed wybuchem płaczu. Jeżeli zdarzyło się to po raz pierwszy, a na co dzień nie spotykają się Państwo z podobnymi reakcjami Krystiana na hałasy, mogło to być wynikiem „przebodźcowania” dziecka. Być może na tamtą chwilę miał on po prostu już za dużo wrażeń i organizm nie był w stanie przetwarzać nowych, nawet jeśli były one dla Krystiana bardzo atrakcyjne. W takim przypadku należałoby zadbać o to, aby na przyszłość przed wyjściem na dziecięce urodziny lub inną imprezę Państwa synek był wyspany i wypoczęty, nie doświadczał od rana zbyt wielu atrakcji, oraz miał możliwość i przyzwolenie na to, aby w razie przytłoczenia nadmiarem wrażeń, mógł opuścić na chwilę centrum wydarzeń bez zbędnych komentarzy lub upomnień ze strony innych.

 

Być może jednak Państwa synkowi od dłuższego czasu przeszkadzają określone dźwięki lub hałas, który dla innych osób jest całkowicie znośny? Czy Krystian zawsze reaguje w ten sposób na większe zgromadzenia ludzi lub rodzinne imprezy? Wtedy należałoby zastanowić się czy nie jest on nadwrażliwy słuchowo. Warto by było wybrać się do psychologa dziecięcego lub terapeuty SI, aby skonsultować z nim codzienne funkcjonowanie dziecka i wykluczyć lub potwierdzić zaburzenia integracji sensorycznej oraz zapewnić chłopcu ewentualną terapię.

 

 

 

 

 

 

Marzena, mama 5-letniej Mai

 

„Maja potrafi zrobić aferę o posprzątanie po zabawie. Ma już pięć lat i naprawdę stać ją na to, aby pozbierać po sobie zabawki i wrzucić je do pudełka. Tymczasem zawsze gdy przychodzi czas na sprzątanie ona krzyczy NIE i wybiega z pokoju, ja lub mąż ją dosłownie przyciągamy z powrotem, bo córka zapiera się rękami i nogami…. Mimo to ona wciąż się drze, że nie będzie sprzątać i kopie drzwi, które zamykamy dopóki nie posprząta. W końcu dopinamy swego, ale trwa to bardzo długo i wszyscy jesteśmy wypompowani.”

 

 

 

Małe dziecko nie rozumie dokładnie o co chodzi w sprzątaniu. Buntuje się przeciwko czemuś, co uważa za mało atrakcyjne, nudne i niepotrzebne. Najlepiej byłoby spróbować wdrożyć w sprzątanie zabawek elementy zabawy („Teraz robimy konkurs na najlepszego sprzątacza i 3-2-1 kto pierwszy wrzuci do pudła swoją kupkę klocków”, „Teraz ustawiamy kolejkę zabawek, które mają wejść do pudła jako pierwsze. Które dziś na to zasłużyły?”, „Narysujmy razem mapę twojego pokoju, która będzie podpowiadać nam gdzie mają swoje miejsce zabawki, a dzięki niej będziemy mogli codziennie według planu prowadzić zabawki na odpoczynek”).

Ciężko będzie teraz Państwu „odczarować” sprzątanie zabawek, skoro córka postrzega je jako swego rodzaju przymus, z którym wiąże się wiele negatywnych emocji i historie „przyciągania” jej siłą z jednego pokoju do drugiego. Dlatego etap, związany z zamianą porządków na zabawę jest tak istotny i trzeba przygotować się na to, że prawdopodobnie minie dłuższy czas zanim sprzątanie zacznie się miło kojarzyć Państwa córce.

Można także spróbować znaleźć wspólne rozwiązanie sytuacji – poprosić dziecko o rozmowę w dogodnym momencie (wtedy kiedy zarówno Pani, jak i córka jesteście spokojne) i spróbować znaleźć możliwe wyjścia z konfliktu. Najlepiej zacząć od udzielenia dziecku empatii, np. „Rozumiem, że jest ci przykro, kiedy należy poukładać zabawki i pewnie wolałabyś już bawić się w coś innego. Mnie jednak zależy na tym, aby w twoim pokoju nie było bałaganu. Co możemy zrobić, aby było nam łatwiej sprzątać?”

 

 

 

 

 

 

 

 

Katarzyna, mama 3- letniego Bartka i 4- letniego Krzysia

 

 

„Bartek i Krzyś biją się codziennie niemal o wszystko – o to, który z nich ma więcej płatków w mleku, kto pierwszy wymyje zęby, kto ma się aktualnie bawić jakąś zabawką, kto może wybrać bajkę na dobranoc, a nawet o to kto ma pierwszy korzystać z nocnika (obaj chcą w tym samym momencie). Problem zaczął się w zasadzie dopiero kilka miesięcy temu, gdy wróciłam na pełen etat do pracy. Na dodatek jak się z nimi bawię to przepychają się i spychają się nawzajem z moich kolan lub biją się po twarzach za to, że któryś z nich „wyłudził” ode mnie buziaka. Ostatnio odmawiam im czułości, bo boję się, że mi się pozabijają. Krzyś ma 4 lata, a Bartek 3.”

 

 

 

 

Z tego co Pani pisze, wygląda na to, że rywalizacja w rodzeństwie jest spowodowana mniejszą dostępnością mamy. Po tym jak wróciła Pani na etat do pracy, siłą rzeczy ma Pani mniej czasu dla chłopców, a ta nagła zmiana spowodowała niedosyt Pani obecności. Myślę, że warto by było porozmawiać z chłopcami na ten temat. Proszę skorzystać z bajek terapeutycznych, które mogą pomóc nawiązać odpowiednią rozmowę. Ważne, aby powiedziała Pani synkom o tym dlaczego zaszła taka zmiana i zapewniła ich o swojej miłości. Poza tym skoro chłopcy szukają Pani bliskości fizycznej i walczą o całusy, proszę spróbować wprowadzić więcej zabaw zawierających kontakt fizyczny (np. Pani łapie chłopców, aby ich wycałować – raz jednego raz drugiego) – będzie to świetna rozrywka dla maluchów, a przy okazji zaspokoi ich potrzebę bliskości. Kiedy zwiększy się liczba takich zabaw, przytulanek, czułych „przepychanek – szarpanek”, a dzieci upewnią się, że ich mama wciąż kocha ich obu tak samo, myślę że potrzeba rywalizacji powinna się zdecydowanie zmniejszyć.

 

 

 

 

 

 

Mam nadzieję, że tych kilka przykładów będzie pomocnych dla rodziców, którzy czują się sfrustrowaniu w obliczu trudnych sytuacji i nie wiedzą skąd czerpać inspirację do rozwiązywania problemów. Zachęcam do lektury poprzednich wpisów na temat dziecięcego „buntu” – „Bunt dziecięcy” -norma rozwojowa czy błąd wychowawczy oraz Zbuntowane dzieci – 10 wskazówek postępowania. Zdecydowanie naszym głównym celem jest przecież porozumienie z dziećmi i szczera relacja z nimi.

 

 

Jeżeli ten wpis Ci się spodobał, polub go lub udostępnij na Facebooku, pozwalając mu dotrzeć do większej liczby osób. 🙂

 

 


Zdjęcia pobrano z portali pixabay.com, morguefile.com oraz unsplash.com. Autorzy: FunnyFamily, vborodinova, Val14, FeeLoona.

 

Post Author: admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *